Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 7 października 2017

ETAP CZY ZAKRĘT ?

Jeśli trafna jest hipoteza, że akuszerami „nowego rozdania” z roku 2015 byli ludzie związani ze środowiskiem WSI, „wybudzenie” pana prezydenta potwierdzałoby też zasadę stosowaną w latach ubiegłych: gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka.
To ważna wskazówka, w przewidywaniu reakcji PiS na prezydenckie kontry”.
Rzadko się zdarza, bym pisząc nowy tekst po tak długiej przerwie, mógł bezpiecznie wrócić do zakończenia poprzedniego wpisu. Niestety, skorzystanie z tej „okazji” wymusza kontynuację tematyki prezydenckiej i jeśli Czytelnicy oczekiwali innych treści, uprzejmie proszę o wybaczenie.
Byłoby jednak niestosowne porzucenie tak wdzięcznego obiektu zainteresowań. Tym bardziej, gdy wydarzenia ostatnich tygodni potwierdzają tezę, iż ośrodek prezydencki nadal odgrywa rolę głównego wspornika i gwaranta układu III RP.
Piszę – nadal, bo jest to rola odziedziczona po prezydenturze Wałęsy, Kwaśniewskiego i Komorowskiego, z którą nierozerwalnie wiąże się troska o bycie „prezydentem wszystkich Polaków” i nieustanna wola „zasypywania podziałów”. Nie powinno też zaskakiwać, że w otoczeniu prezydenta ujawniono komunistycznych aparatczyków i ludzi z nadania b. WSI.
Ten naturalny (dla III RP) symptom, jest znakiem systemowej kontynuacji i nie przypadkiem niesie potwierdzenie dla najbardziej „spiskowych” i „szalonych” teorii. 
Z kolei, medialna gra wokół prezydenckiego weta oraz cierpliwe wyczekiwanie polityków PiS na nonsensowne propozycje pana Dudy, pozwalają twierdzić, że ośrodek ten jest rzeczywistym decydentem w sprawach „dobrej zmiany” i wytycza granicę nieprzekraczalną dla naszych oczekiwań. Nie po to pan prezydent trudził się wynajdywaniem pseudo-argumentów za odrzuceniem propozycji legislacyjnych, nie po to przez dwa miesiące zwlekał z ujawnieniem swoich bezcennych projektów, by po tych politycznych bachanaliach wyraził zgodę na naruszenie mafijnego status quo.
Informacja podana w piątkowy wieczór przez rzeczniczkę partii pana Kaczyńskiego: „Prawo i Sprawiedliwości poszło na ogromne ustępstwa jeśli chodzi o reformę wymiaru sprawiedliwości. Zgodziliśmy się na wybór członków KRS 3/5 głosów, na wyeliminowanie roli ministra sprawiedliwości, na to że KRS będzie wybierany ponadpartyjnie” – przecina wątpliwości odnośnie relacji Duda - PiS i doskonale potwierdza opinię przedstawioną na początku tekstu.
Partia „dobrej zmiany” podporządkuje się woli środowiska pana Dudy i proces ten zostanie przedstawiony wyborcy jako jedynie słuszna „droga kompromisu”. To oznacza, że nie będzie żadnej „reformy sądownictwa” ani żadnej innej zmiany, która w sposób realny mogłaby zagrozić interesom układu mafijnego III RP.
Ale wracam do tematyki prezydenckiej również dlatego, że jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych opiniach i deklaracjach wyborców Prawa i Sprawiedliwości.
Prezydencka fronda, którą musieli dostrzec nawet najzagorzalsi wielbiciele pana Dudy, wywołała nie tylko powszechne oburzenie, a nawet oskarżenia o „zdradę”, ale spowodowała wysyp kategorycznych wyznań i deklaracji, w rodzaju - „Andrzej Duda już nie dostanie mojego głosu w wyborach prezydenckich”.
Równie powszechne jest przekonanie, że weto do ustaw sądowych wywołało jakiś konflikt na linii Duda-Kaczyński i ujawniło polaryzację dążeń prezydenta i PiS-u.
Są to głęboko błędne i fałszywe oceny.    
„Zawróconym” wielbicielom pana Dudy należałoby powiedzieć, że w dniu następnych wyborów prezydenckich, staną wobec alternatywy: pozostać w domu i w ogóle nie brać udziału w wyborczej farsie lub wbrew dzisiejszemu stanowisku, a w zgodzie z rekomendacją PiS- ponownie zagłosować na Andrzeja Dudę.
Myślę, że nonszalancja tego pana w sprawie ustaw sądowych (i dziesiątek innych spraw ważnych dla Polski) oraz pewność, z jaką chce umacniać konstytucję III RP i bronić patologii tego państwa, znajdują przyczynę w prostej konstatacji – Andrzej Duda posiada gwarancję drugiej kadencji.
W zalewie propagandy sączonej przez rządowe „wolne media”, uwadze odbiorcy umyka fakt, że za tą kandydaturą stoi świadomy i w pełni racjonalny wybór dokonany przez prezesa Kaczyńskiego. To on jest „ojcem” prezydentury Andrzeja Dudy i przez wiele miesięcy zapewniał nas, że postać byłego ministra w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego wyznacza dla Polski świetlane  perspektywy. Tylko Jarosław Kaczyński mógłby odpowiedzieć na pytanie: dlaczego człowiek tak słaby i podatny na manipulacje, o niebotycznie rozdętym ego i równie dojmującej pustce intelektualnej, został wyznaczony na następcę Komorowskiego? Jest to pytanie, nie tylko o cechy osobowości kandydata, ale o rzeczywiste przesłanki decydujące o wyborze. W realiach III RP są one zwykle zawężone do prostych zasad – obecności kompr-materiałów lub typowania „naszego” człowieka na ważne stanowiska.   
Istotnym kryterium w ocenie relacji PiS-Duda powinna być kombinacja „esbeckiego gambitu”, w której prezes PiS i jego najbliżsi akolici aktywne uczestniczyli po stronie ośrodka prezydenckiego.
Jeśli więc wybór pana Dudy był racjonalną decyzją Jarosława Kaczyńskiego (a nie mam prawa w to wątpić), oznacza to, że po stronie obu panów istnieje pełna świadomość wszelkich ograniczeń i powinności, jakich ma przestrzegać nowy prezydent. Pan Kaczyński wie – dlaczego Andrzej Duda miał zostać prezydentem, a PiS mógł „wygrać” wybory parlamentarne. Wie zatem, że inscenizacja „dobrej zmiany” musi uwzględniać bariery wytyczone przez „akuszerów” nowego rozdania, a margines dowolności jest stosunkowo niewielki.
Uzgodnienie to funkcjonowało znakomicie od początku „dobrej zmiany” i dotyczyło obszaru związanego ze środowiskiem b.WSI, gwarancji nietykalności B. Komorowskiego i polityków PO-PSL oraz nienaruszalności fundamentów III RP (konstytucja, tzw. sądownictwo). Można przypuszczać, że ustawy sądowe (podobnie, jak ustawa degradacyjna MON) zostały odebrane jako realne zagrożenie dla układu mafijnego. Środowisko prezydenckie musiało zareagować. Stąd weto i wielomiesięczna nagonka na szefa MON, realizowana w ramach „esbeckiego gambitu”.
Jeśli za prawdziwą uznamy tezę sformułowaną na początku tego tekstu, staje się oczywiste, że „dobra zmiana” nie może się ostać bez zachowania głównego gwaranta. To oznacza, że PiS – jeśli nadal zamierza korzystać z fruktów władzy, jest „skazany” na obecność pana prezydenta i na jego drugą kadencję. Ten system naczyń połączonych, opiera się na środowisku prezydenckim i może funkcjonować tylko wspólnie i w porozumieniu. Za mało prawdopodobny uważam scenariusz wyłonienia nowego „delfina”, a tylko taka sytuacja mogłaby zdecydować o rezygnacji z kandydatury Andrzeja Dudy.  
Objaśnianie obecnych procesów i relacji na linii Duda-PiS w kategoriach jakiś „odmiennych koncepcji”, „prawniczych dylematów” lub nawet „konfliktów pokoleniowych” - jest kpiną z ludzi rozumnych i wystawia jak najgorsze świadectwo autorom takich dyrdymałów.
Nie ma też żadnych podstaw, by rozdzielać (jak czynią to propagandyści) zachowania prezydenta od intencji pana Kaczyńskiego. To on ponosi całkowitą odpowiedzialność za „wybudzenie” Andrzeja Dudy, za prezydencką frondę i mistyfikację „dobrej zmiany”. Nie ma asymetrii w tych postawach. Jest za to kolejna klęska „złożonej strategii” szefa PiS, który wzorem użytecznych głupców z lat komuny, mógł uwierzyć, że idąc na „kompromis” z bestią, uda się stworzyć lub ocalić dobro.
To powinni już dostrzec nawet wyborcy PiS.
Okazało się bowiem, że przez ostatnie dwa lata żyliśmy w wielkim kłamstwie. Tak wielkim, że mimo dziesiątków faktów i znaczących wydarzeń, nie dopuszczało ono możliwości stawiania ważnych pytań i formułowania krytycznych ocen.
Czytam wypowiedzi czytelników „wolnych mediów”, w których padają ciężkie słowa pod adresem pana prezydenta. Można odnieść wrażenie, że weto Andrzeja Dudy wywołało społeczny wstrząs i otworzyło oczy wyborców PiS na jakąś nową (i nieznaną wcześniej) rzeczywistość. Ale mam też w pamięci słowa równie ciężkie, kierowane pod moim adresem. Naczytałem się ich niemało w czasie tych dwóch lat, gdy próbowałem pokazać inną, odartą z propagandy i mniej świetlaną postać pana prezydenta.
I mógłbym dziś zapytać: co takiego zobaczyli oburzeni wyborcy, czego nie można było dostrzec wcześniej?  Gdzie byli ci ludzie, gdy Andrzej Duda tchórzliwie ignorował apele dotyczące śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego, gdy odmawiał uhonorowania Ryszarda Kuklińskiego, gdy chronił Aneks i środowisko Komorowskiego, gdy nakręcał „esbecki gambit” wymierzony w ministra Macierewicza i usilnie pracował nad osłabieniem efektów szczytu NATO, gdy otaczał się esbeckimi spółkami ochroniarskimi i świadomie konserwował „komorowszczyznę” w BBN?
Kłamstwo dla wygodnego życia” – jak onegdaj celnie nazwał tę przypadłość komentator, Pan Przemek Łośko, przesłoniło dziesiątki wydarzeń, które w porę dostrzeżone, analizowane i nagłośnione, pozwoliłyby uniknąć hańby dzisiejszych dni. To samo kłamstwo, głoszone przez cwaniaków z rządowych „wolnych mediów” sprawiło, że słaby, mierny i uwikłany w różne zależności Andrzej Duda, nigdy nie miał szans zmierzenia się z prawdą o sobie i swojej prezydenturze. Wzorem poprzednika - żył i żyje pod medialnym „kloszem”.
Kłamstwo spowodowało, że z tchórza uczyniono herosa, z konformisty – patriotę, ze słabeusza – męża stanu.
Kto to sprawił? Oni, Obcy - czy raczej my sami, uciekając przed powinnością ludzi wolnych i rozumnych?
Na koniec, muszę wrócić do refleksji nad błędem, który często bywa mi przypominany. Mam na myśli treść analiz z lat 2014-2015, z których wynikało, że wybory prezydenckie musi wygrać B. Komorowski.
Dziś potrafię powiedzieć, że nie mogłem się nie pomylić.
Nie mogłem, bo napisanie w roku 2015 – „wybór Andrzeja Dudy jest operacją środowiska b. WSI, uzgodnioną z PiS-em w ramach koncepcji nowego rozdania” - byłoby nie tylko bezskuteczne i nieoparte na rzeczowych argumentach, ale ściągnęło na autora gromy ze strony wyborców PiS, z podejrzeniem o „robotę agenturalną” włącznie.
Co dla mnie najważniejsze -takiej tezy nie potrafiłbym wówczas obronić. Skoro prawidłowa analiza nie może wychodzić od hipotez niepodlegających dowodzeniu i nie powinna  ignorować faktów ani stać z nimi w sprzeczności, wynik ówczesnych dociekań nie mógł być inny.
Mogłem jedynie, i uczyniłem to w  tekście z maja 2015 roku, zadać kilka „niebezpiecznych pytań”:
„Dlaczego Andrzej Duda mógł zostać nowym prezydentem?
Dlaczego wygrał z człowiekiem wspieranym przez ośrodki propagandy i potężnych reżimowych graczy?
Dlaczego pozwolono, by w drodze „demokratycznych przemian” odszedł patron ludzi z wojskowej bezpieki, najgorliwszy przyjaciel Moskwy i filar triumwiratu III RP?
Dlaczego rozstrzygnięcie to tak łatwo przyjęto na Kremlu, jeśli to stamtąd wyszedł projekt zamachu smoleńskiego?
Dlaczego środowisko Belwederu pogodziło się z utratą wpływu na armie i służby specjalne? Dlaczego nie sięgnięto po „sprawdzone metody”, nie próbowano sfałszować wyniku wyborczego lub nie postawiono na „rozwiązania siłowe”?
Dlaczego zaakceptowano tak niewielką przewagę głosów, skoro w ubiegłorocznej farsie wyborczej nie cofnięto się przed jawnym fałszerstwem?
Dlaczego w państwie ignorującym prawa obywateli i reguły demokracji, o wyniku najważniejszej rozgrywki miałaby decydować trzyprocentowa różnica „werdyktu wyborczego”?
Dlaczego środowisko skupione wokół BK nie okazuje dziś obaw przed rozliczeniem tej prezydentury, przed poznaniem tajemnic „lochów” belwederskich, ujawnieniem kalendarzy spotkań, nazwisk gości i doradców?
Dlaczego w tej kampanii nie słyszeliśmy słowa o zamachu smoleńskim ani wzmianki o roli Belwederu w kształtowaniu „ładu posmoleńskiego”? 
Napisałem też, że trzeba rozważać dwie możliwości: albo Komorowski i związane z nim środowisko nie jest (i nie było) tak silne, jak dotąd utrzymywałem (tu obszar mojej kolejnej pomyłki), albo zmiana w Belwederze nie pozbawiła tego środowiska wpływów i w niczym nie zagraża samemu BK.
Ucieszyło mnie wówczas, że grono Przyjaciół-komentatorów bezdekretu podzielało te obiekcje i przyjęło pytania ze zrozumieniem. Na tle hurraoptymistycznych oracji wyborców pana Dudy i wszechobecnej atmosfery wielkich nadziei, była to postawa tym bardziej wyjątkowa i godna szacunku.
Dziś wiemy, że wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, była wydarzeniem nieweryfikowalnym - w tym sensie, że nie mogła wynikać z analizy ujawnionych zachowań głównych graczy i nie można było jej zaakceptować (przewidzieć) na podstawie wiedzy o istniejących mechanizmach. Weryfikacja mogła nastąpić tylko wówczas, gdyby a priori przyjąć, że ta kandydatura i ta wygrana stanowią element strategii wpisanej w mafijną logikę układu III RP – czyli przyjąć hipotezę niemożliwą do dowiedzenia i uzasadnienia w roku 2015. Tylko ktoś, kto byłby świadkiem takich ustaleń lub posiadał niepodważalną wiedzę na ten temat, mógł odważyć się na podobną konkluzję.
Andrzej Duda, jako „czysty” kandydat PiS, wystawiony przez obóz polityczny, dążący do realnych zmian i obalenia układu mafijnego - nie miał prawa wygrać.
Andrzej Duda, jako kandydat „zatwierdzony” i wystawiony na mocy paktu między różnymi grupami wpływu, dążącymi do zachowania status quo – był skazany na wygraną.
Dlatego obecne, ale też przyszłe zachowania i decyzje pana prezydenta, mają istotne znaczenie. Nie dlatego, jakoby projekt „reformy sądownictwa” PiS był doskonały, a prezydent go pogrzebał, ale z tej przyczyny, że wybraniec pana Kaczyńskiego dokonał niezwykle czytelnego wyboru i każdym kolejnym będzie ten wybór potwierdzał. Ważne też, że zrobił to na tyle spektakularnie, nerwowo i chaotycznie, iż nawet parasol rozciągnięty nad „wybrańcem ludu”, zaczął mocno przeciekać.
Na monolicie pojawiła się rysa, która z każdym miesiącem, będzie się powiększać i pogłębiać.
Zobaczyliśmy granicę, poza którą „dobra zmiana” nie ma prawa wykraczać. Zobaczyliśmy też rolę ośrodka prezydenckiego – jako strażnika i gwaranta interesów układu III RP.
To dowód ciągłości wpływów środowiska, które po zamachu smoleńskim wywindowało necandusa na stanowisko prezydenta, a pięć lat później zadbało o „godnego” następcę.
Co w tym dobrego – zapytają zawiedzeni i po raz kolejny oszukani.
To, że takie doświadczenia trzeba wykorzystać dla dobrej sprawy i widzieć je w sposób, który wyklucza biadolenie i uderzanie głową w mur.
Jeśli nawet czeka nas kolejny zakręt polskiej historii, jest on zaledwie etapem na drodze  długiego marszu. Przybliża do powstania autentycznej opozycji antysystemowej. Jest okazją do rozstania z mitologią III RP i odrzucenia łgarstw o „państwie prawa i demokracji”.
To niewiele - w perspektywie tych, którzy „tu i teraz” chcieliby wygrać polskie sprawy.   
To bardzo dużo dla ludzi wolnych.

128 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Aleksandrze,

    myślę, że dobrze będzie przypomnieć wywiad z Jarosławem Kaczyńskim dla "Gazety Polskiej" przeprowadzony tuż po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, opublikowany 03.06.2015.
    -------------------

    Kaczyński: „Najpierw były rozważania, kto mógłby być naszym kandydatem na prezydenta. Wchodziły w grę cztery osoby, proszę wybaczyć, nie powiem jakie”

    Sakiewicz/Lichocka: – „Ale my wiemy. Grzegorz Bierecki, Ryszard Czarnecki, Andrzej Duda i... profesor Andrzej Nowak?”
    (...)
    Kaczyński - „Prof. Nowaka nikt nigdy nie brał poważnie pod uwagę. (...) Profesor Gliński był i wypadł tak samo dobrze jak Andrzej Duda. Trudno było jednak przeciwstawić pana profesora Komorowskiemu jako symbol zmiany pokoleniowej.
    Kaczyński - "Decydujące było to, że zobaczyłem, że on [Duda] znakomicie przemawia. I to nie tylko w sejmie, lecz także podczas dużych spotkań partyjnych, niektóre z nich nie były zresztą szerzej znane".

    Sakiewicz/Lichocka - "Na jednej z konwencji [Duda] przez ponad 40 minut bez kartki prezentował nowy program mieszkaniowy PiS.

    Kaczyński - "Tych wystąpień było więcej, zobaczyłem że ma łatwość mówienia. Pomyślałem sobie tak – przewaga sił jest po tamtej stronie. Komorowski, wedle wszelkich badań, jest popularny w społeczeństwie, trzeba więc zrobić taką konstrukcję, w której nasz kandydat byłby całkowitym zaprzeczeniem wizerunku obecnego prezydenta. Stary – młody. Bierny – dynamiczny itd. Po badaniach socjologicznych, w których skądinąd prof. Piotr Gliński wypadł na takim samym poziomie jak Andrzej Duda…"

    http://niezalezna.pl/67685-udala-sie-wielka-rzecz-rozmowa-z-jaroslawem-kaczynskim
    ------

    I to jest właśnie ten dramat. Rzeczywisty wymiar "dobrej" zmiany. Ten sens zamiany Komorowskiego w Dudę. Stary na młodszego, bierny na dynamiczniejszego, mówiący z kartki na przemawiającego bez kartki...
    Czy ktoś tu gdzieś mówi o Polsce, o rozliczeniu poprzedniej ekipy, o budowie państwa wolnych Polaków?


    Ukłony dla Gospodarza, pozdrowienia dla komentatorów

    PS. w tym wywiadzie jest jeszcze ciekawy fragment o BBN. Jakoś nie doszło do zmiany ustawy o BBN, o której wspomniał Kaczyński, mimo że Komorowski z Platformą mieli i czas i sposobność przeprowadzenia takiej zmiany tej ustawy, jaką tylko by chcieli. Widać obie strony się w tym zakresie dogadały na tyle, że tuż po wyborze Solocha na szefa BBN, były szef BBNu Koziej mógł stwierdzić na twiterze, że "to dobra wiadomość”. Także były minister MON Siemoniak był zadowolony z wyboru : "Wiem, że [Soloch] cieszy się dobrą opinią osoby fachowej. Tak jak deklaruję otwartość na współpracę z prezydentem Andrzejem Dudą, liczę, że również nowy szef BBN jest otwarty na taką współpracę".

    OdpowiedzUsuń
  2. "p„Kłamstwo dla wygodnego życia” – jak onegdaj celnie nazwał tę przypadłość komentator, Pan Przemek Łośko, przesłoniło dziesiątki wydarzeń, które w porę dostrzeżone, analizowane i nagłośnione, pozwoliłyby uniknąć hańby dzisiejszych dni." jak unikniętoby hańby dzisiejszych dni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak każda prawda - o nas samych, o świecie, o innych, pozwala uniknąć pułapek. Jeśli prawda nie jest wartością, nie odczuwa się również hańby.

      Usuń
  3. Czy przypadkiem wysoki poziom okazywanego zaufania wyborców dla PAD jak to przekazują niektóre sondażownie nie jest celowym urabianiem wyborców w wiadomym celu? Czyżby Polacy byli aż tak naiwni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dede,

      W III RP tzw. sondaże, są projekcją intencji tych, którzy je sporządzają. Maja za zadanie powiedzieć Polakom - co i jak powinni myśleć.
      Ogromny "skok" zaufania do A.Duda, tuż po ogłoszeniu prezydenckiego weta, jest oczywiście farsą. Ten wynik można porównać tylko do bredni na temat zaufania do B.Komorowskego, które na początku 2015 roku (zdaniem CBOS) miało wynosić 63 proc.
      Ale ta farsa ma sens. Ma pokazać wyborcy, że takie ruchy prezydenta są dobre i wiążą się z akceptacją społeczną.
      To znamienne, że tych dwóch - Komorowski i Duda brylują w tego rodzaju zestawieniach, co doskonale potwierdza, nie tylko istnienie parasola medialnego, ale wielką życzliwość i wsparcie ze strony tzw. establishmentu III RP.
      Przypomnę, że tylko Lech Kaczyński nie dostąpił "zaszczytu" liderowania w "rankingach zaufania".

      Usuń
    2. Moje pytanie było wlaściwie retoryczne. I myślę , że inteligentni ludzie , a raczej mądrzy znają odpowiedź.

      Usuń
    3. Jestem zdruzgotana ta sytuacja. Bronilam PAD jak lwica, az mnie Pan Scios zablokowal na TT. Czekalam i ufalam, a na koncu dowiedzialam sie, ze PAD ma nas wyborcow w de...
      Potega sily bylych sluzb WSI jest niedoceniona.
      Czy jeszcze kiedykolwiek wyjdziemy na prosta?
      Przepraszam, ze zaufalam PAD, spedzajac 33,5 h jako maz zaufania podczas wyborow prezydenckich. Przepraszam, ze obrazilam Pana Sciosa, ktorego zawsze czytam i analizuje.
      Nie jestem mloda osoba, wiec mysle, ze nie doczekam juz normalnosci.
      PRZYKRO

      Usuń
    4. Ewa Glonek,

      Dziękuję za Pani słowa i muszę powiedzieć, że rozumiem, ale nie podzielam takich odczuć. Pokładanie nadziei w ludziach, a tym bardziej w politykach, nie jest dobrym sposobem zaangażowania w sprawy polskie.
      Jeśli zawiódł Panią A. Duda, z pewnością nie zawiedzie troska o naszą przyszłość. Z niej powinna wychodzić refleksja nad teraźniejszością i perspektywa długiego marszu.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
    5. Do Dede z 8 października 2017 23:43, odpowiedź na post Autora.
      Pewnie wyszło niezamierzenie impertynencko, ale nieodparcie kojarzy mi się z kawałem o Bońku:
      Otóż siedzi Boniek w czasach swojej wielkiej piłkarskiej kariery na ławce w parku. Podchodzi do niego młody człowiek z prośbą : "Panie Zbigniewie, proszę mi pomóc. Jestem nieśmiały, a walczę o serce dziewczyny. Nawet się nie znamy, ale gdyby zechciał Pan, kiedy jutro będę tu z nią spacerował, rzucić krótko " Cześć Andrzej". Dla Pana to przecież drobiazg, a ja strasznie urosnę w jej oczach. Boniek się zgodził i nazajutrz rzeczywiście siedzi na ławce. Para się zbliża. Zbyszek zgodnie z umową odzywa się " Cześć Andrzej", a Andrzej na to z wyższością: " Spadaj Zbyszek" :-)

      Usuń
    6. Rzeczywiście moja odpowiedź nie była zbyt grzeczna na zamieszczony post , tym bardziej , że potwierdza moje spostrzeżenia . Nie miałem zamiaru obrażać autora . Chciałem tylko powiedzieć , że do wyciągania wniosków z obserwacji potrzebna jest mądrość . Inteligentnych głupców mamy niestety tylu , że obce agantury mogą tylko zacierać ręce .

      Usuń
  4. Wysokie wyniki poparcia dla PAD po jego "wyczynach " mogą swiadczyć o tylko o jednym : że obce agentury pracują nad jego ponownym wyborem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy sondażowy, wysoki wynik PiS, jest również tego świadectwem?

      Usuń
    2. Wysokie wyniki PIS w sondażach mają na celu uśpienie ich czujności.Na zasadzie : Strażnik krzyczy , że nieprzyjaciel nadchodzi , więc wszyscy się zrywają .Ale wroga nie ma. Powtarza się to wielokrotnie , więc wszyscy przestają sié tym przejmować . Kiedy wróg przychodzi ,zastaje otwarte bramy . Mam pozdrowić naiwnych?

      Usuń
  5. Czy przypadkiem wysoki poziom okazywanego zaufania wyborców dla PAD jak to przekazują niektóre sondażownie nie jest celowym urabianiem wyborców w wiadomym celu? Czyżby Polacy byli aż tak naiwni?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak reagować na obecność i pochwały J. Kaczyńskiego na konwencji Z. ZIOBRO? Spóźniona reakcja i POCHWAŁY pokazujące kogo J. Kaczyński POPIERA TERAZ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystyna R-M,

      Przyznam, że niespecjalnie zaprzątam sobie tym głowę.
      Powiedziałbym, że pan Kaczyński chcąc sprawić małą złośliwość panu Dudzie, użył w tym celu pana Ziobro.
      Ot, taka zabawa małego demiurga partyjnego, która raczej nie powinna interesować ludzi poważnych.

      Usuń
  7. Nie zaPOminajmy o WSIowej wylegarni SKL! WSIowy doradca A.Balazs uwlaszczony na Wolinie! Po 1989 bylo wiecej takich WSIowych POlitycznych osrodkow przygotowujcych ALTERNYWY POlityczne RAZWIEDKI na POlszczu zwana Prywisljanskim Krajom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na mieście" szefowa kancelarii PAD jest postrzegana jako człowiek osoby,którą Pan wspomniał...

      Usuń
  8. Dogi Autorze! Od dawna podziwiam Pana przenikliwość i bezkompromisowość w analizie i ocenie polskiej sceny politycznej, ale zdumiony jestem zupełnie nieadekwatnymi WNIOSKAMI co do realnej polityki, a najbardziej do tego co od lat robi pan Jarosław Kaczyński. W swych artykułach często i słusznie pisze Pan o czekającej nas "długiej drodze do Wolności", a jednocześnie krytykuje Pan politykę Kaczyńskiego zdobywania kolejnych przyczółków tej wolności.Przyzna Pan jednak, że Polska dzisiaj - w dziedzinie gospodarki, egzekwowania prawa, polityko zagranicznej świadomości społeczeństwa i morale Narodu to ZUPEŁNIE inny kraj - niż w 2015?! A już ogromna przepaść w stosunku do 2010 r. Chyba lepeiej dla nas i naszej przyszłości, że polską Armią rządzi Macierewicz zamiast Siemoniaka, czy że ministrem jest Ziobro, a nie psipsiółki Kopacz.Ogromnym krokiem naprzód jest polityka wicepremiera Morawieckiego w stosunku do Rostowskiego. Przecież to DZIĘKI temu, że Kaczyński poszedł na potępiany przez Pana kompromis i "pozwolił by wybrano Dudę" mamy już dzisiaj budzący się Naród, do ludzi dociera JAK byli okradani przez mafie VATowskie, reprywatyzacje w Wwie i wielu innych miastach, JAK działało państwo teoretyczne trampkarzy Tuska. Przykro mi,ale mam nieodparte wrażenie, że pana OCENY i WNIOSKI z TRAFNYCH analiz przypominają mi pisanie RAZa i POdobnych, tylko à rebours. On też wcześnie diagnozował słabości III RP vide "Polactwo"i "Michnikowszczyzna", ale od 2010 r. woła o powstanie "lepszego, bardziej nowoczesnego PiSu - bez Kaczyńskiego i Macierewicza, kiedyś był to PJN czy Migalski i Narodowcy, teraz chce budować w oparciu o kancelarię Prezydenta, Kukiz 15 i PIWONIE. Pan z kolei chce by w Polsce rządził jakiś superradykalny PiS - bez Kaczyńskiego, w którym Macierewicze i Ziobro byliby "gołębiami" Zarzuca Pan Kaczyńskiemu i PiSowi nadmierne przywiązanie do demokracji i stosowania jej reguł - a JAK wyobraża Pan sobie zdobycie władzy przez Pana wyimaginowany obóz i SKĄD znajdzie Pan Polaków gotowych na taką rewolucję?
    Jest Pan jak świetny krytyk filmowy - doskonale wyłapuje Pan wszelkie niuanse i błędy Reżysera dzisiejszej polityki, świetnie pokazuje różne uwarunkowania polityczne, społeczne i-last but not least - międzynarodowe, ale nie umie Pan nakręcić swego Arcydzieła! A przecież Pan Kaczyński od początku mówił, że ZMIANA której pragniemy zmusza nas do wygrania następnej kadencji, że ZMIANY będą długotrwałym procesem i będą walką z zasiedziałymi układami III RP, które, jak coraz wyrazniej widać, oplatają Polskę jak długa i szeroka. Nie przedłużając - więcej optymizmu drogi Autorze i widzenia wielu POZYTYWÓW dziejącej się ewolucji. Dla mnie dużo mniej ważne jest czy Komorowski stanie przed sądem wkrótce czy za 8 lat - ważniejsze jest CZAS dany nam na pracę u podstaw i REFORMY w wymiarze sprawiedliwości, MON, MSW czy Mediach Publicznych. Jak mawiali Rzymianie:
    FESTINA LENTE! Miłej niedzieli Panie Aleksandrze i nich "żywi nie tracą nadziei" - wczorajszy Różaniec do Granic to kolejny już ZNAK jak zmienia się oblicze TEJ ziemi i TEGO Narodu, który jak lawa.....
    Z Bogiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Waldan.
      Niezły wywód. Solidnie długi. Łacina była,
      a przecież jednak wystarczyłoby nasze krótkie, polskie:
      Będzie dobrze.
      Proszę się jednak zastanowić i odpowiedzieć:
      Dlaczego w czasie minionych dwóch wieków
      wywalczyliśmy całe dziesięć procent dla siebie?
      Może mieliśmy w wiekszości
      dziesięcioprocentowe aspiracje?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Panie Waldan,

      Dla odzyskania równowagi polecam panu Ewę Stankiewicz i Witolda Gadowskiego w "Otwartym tekstem". Wprawdzie to osoby z innej bajki niż real na Bez dekretu, ale mam nadzieję że Pan Aleksander mi wybaczy.
      https://www.youtube.com/watch?v=cAPjghmE7sg
      Podaję ten przykład tylko dla zobrazowania jak szerokie kręgi zatacza brak akceptacji dla "tej zmiany" i że na tym blogu można go dostrzec w wydaniu z najwyższej półki, a tam bardziej plebejsko co nie znaczy mniej ostro. Dziennikarze dobrali się do takich tuzów "zwycięskiej drużyny" jak Duda, Gliński, Waszczykowski i Błaszczak. Ot takie tam: min.Sabatowski w KRRiT jest z nadania PADł, a jest to tatuś byłego prezydentówny. A Gliński konserwuje stary peowski układ w kulturze... Jak się trochę wie jacy ludzie tworzą "tą zmianę", to łatwiej zrozumieć to co i dlaczego robią.
      Jedynym pozytywem w rządzie "tej zmiany" w/g w/w dziennikarzy jest Pan Minister ON, A.Macierewicz. Tak jak tutaj, u nas, ale jeden On to za mało żeby "ta zmiana" się wybroniła.Publicysta, analityk nie jest od tego by wcielać, ale aby wskazywać. Natomiast nikt inny jak (mityczny) suweren ma wybierać, kontrolować i rozliczać swoich(!) przecież repów. Niestety do tego brak jest kwalifikacji po obu stronach "kłamstwa demokratycznego": wyborców i wybrańców. Ostatnią rzeczą jaką ma robić "wyborca" to wierzyć jako że tę czynność najlepiej oddać Bogu.
      Pan Ścios ze swej roli - jak sam pan zuważył - wywiązuje się znakomicie. Suweren i jego wybrańcy beznadziejnie. Gdzie zatem należy szukać winnych (niemal) wszystkich nieszczęść spadających na nas i na Polskę? Rachunek sumienia, a potem "bat do ręki" wbrew immunitetom, albo łykać niczym kaczka co zapodają politruki i sądażownie.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Pan Waldan jest prawie klinicznym przykładem optymisty, a Pan Ścios przykładem pesymisty.

      Usuń
  9. Panie Aleksandrze, jak dobrze, że Pan napisał! Ja naprawdę zaczęłam się niepokoić, bo nie znam Pana okoliczności życiowych, a wydawało mi się, że teksty pojawiały się częściej no i ta cała obecna sytuacja... To był powód moich "ponagleń", co wytknięto mi tutaj jako impertynencję, a co sprawiło z kolei, że ostrzegawczo wyszczerzyłam zęby. Ale to już nieważne.
    Ten blog to jedyne znane mi miejsce, gdzie egzemplifikuje się fakty i pokazuje ich rzeczywiste znaczenie. Każdy Pana tekst zasmuca mnie, bo człowiek nie chce przecież widzieć spraw przykrych, naturalnie przymruża oczy, że może te kontury nie tak ostre, że może to nie ta perspektywa... Ale to oczywiście błędna droga. W związku z tym ja jeszcze łudziłam się, że w tym wszystkim Kaczyński to jednak jakaś postać świetlana, bo przecież stracił brata pod Smoleńskiem i wie na pewno więcej niż my, więc jakże by mógł... Ale przecież mógł... i nie da się już tego nie widzieć. Zadaję sobie nieustannie pytanie - co teraz? co dalej? co robić, kiedy już się zobaczyło tę ohydę?
    Podoba mi się zakończenie Pana tekstu, bo ja właśnie mam skłonność do biadolenia, szczególnie w sytuacjach, kiedy niewiele lub nic ode mnie nie zależy. Długi marsz, o którym pisze Pan od dawna wydawał mi się chyba do dzisiaj raczej zręczną figurą retoryczną niż realną propozycją. Czas chyba przyjąć, że tylko to pozostało. A może aż to, bo rzeczy cenne i mocne wymagają czasu i perspektywy wykraczającej nie raz poza naszą ulotną egzystencję. To kolejna lekcja pokory i cierpliwości, ale to lekcja bezcenna. Tymczasem pozostaje więc wzmacniać co się zachwiało, wspierać tych którym brakuje sił i prawdę gromadzić jak skarb.... na potem. Tak to rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Martyno. Panie Aleksandrze.
      Prawie wszystko, co chciałbym napisać do Autora, zawarła Pani Martyna w swoim komentarzu. Chciałem tylko dopisać jedno spostrzeżenie. Dziś na ludzi poszukujących i wybierających prawdę, mówi się z zawoalowana pogardą "moralni zwycięzcy". Ja zaś powoli uczę się czerpać z poszukiwania prawdy jej prawdziwe owoce, Głęboki wewnętrzny spokój, radość, gotowość do działania i poczucie niezbrukania. Za niebagatelny wkład Autora i małej wspólnoty zgromadzonej wokół jego bloga w poszukiwanie prawdy w czasach chaosu i zakłamania, serdeczne podziękowania.

      Usuń
    2. Panie Meewroo,

      Niesamowicie ucieszył mnie Pan tymi słowami: "Ja zaś powoli uczę się czerpać z poszukiwania prawdy jej prawdziwe owoce, Głęboki wewnętrzny spokój, radość, gotowość do działania i poczucie niezbrukania".
      Dałby Bóg, by każdy z nas mógł złożyć takie wyznanie.

      Serdecznie Panu dziękuję.

      Usuń
  10. Od bardzo wielu lat, marzyła mi się taka sytuacja: "nasi" wygrywają wybory z bardzo dużą przewagą (najlepiej z większością konstytucyjną), a wtedy my ich kontrolujemy (na wszystkich poziomach władzy) i trzymamy za gardło, żeby przypadkiem nie zeszli z kursu naprawy i budowy silnej Rzeczpospolitej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazimierz B.

      Miłe wyobrażenie. Pod warunkiem, że wcześniej ktoś inny i ważniejszy (przynajmniej z perspektywy owych polityków) nie "trzyma ich za gardło".
      Do tego też trzeba wolnych mediów, a taki twór jest nieznany w III RP.

      Usuń
    2. Kazimierz B.

      "Od bardzo wielu lat, marzyła mi się taka sytuacja: "nasi" wygrywają wybory z bardzo dużą przewagą (najlepiej z większością konstytucyjną)"

      ===============================

      Teraz od "naszych" dowiadujemy się, że PiS w projektach zmian ustaw reformujących sądy poszedł na dalekie ustępstwa...

      Do ciężkiej cholery - a dostali na to zgodę od swoich wyborców?
      ====================

      Usuń
  11. @ waldan

    Tak infantylnego tekstu dawno nie czytałem więc zapytam pytaniem śp. trenera Górskiego : jeśli jest tak dobrze to czemu jest tak źle?
    A już powoływanie się na rzekomo piorunujące efekty kilkugodzinnych pielgrzymek różańcowych to, jak dla mnie, prezentowanie wiary bez przecież koniecznego komponentu rozumowego.
    Dalej nie będę się - powiedzmy - pochylał nad zaczadzonym rządową propagandą umysłem, bo po prostu nie warto

    OdpowiedzUsuń
  12. Szanowny Panie Kazefie,

    Dziękuję za przypomnienie tego wywiadu. Rozumiem, że wyborcom PiS należało przedstawić jakieś powody, dla których Andrzej Duda stał się kandydatem „obozu patriotycznego”. Ale wyjaśnienia Kaczyńskiego są porażające.
    Identycznie mógłby powiedzieć lider komunistów i po wyborze Kwaśniewskiego przyznać-„Decydujące było to, że zobaczyłem, że on znakomicie wygląda w niebieskim”.
    „Złotoustość” pana Dudy jest istotnym argumentem na rzecz oszukania tych, którzy w ocenie polityków dają prym słowom przed czynami. A ponieważ PiS obiecywał wyborcom – „Polacy zasługują na więcej”, był to ogromny postęp od czasu wyboru Kwaśniewskiego.

    W roku 2015 zwracałem uwagę, że „zakonserwowanie” BBN (również personalne) jest jednym z najważniejszych symptomów kontynuacji „komorowszczyzny”.
    P.Soloch wyśmienicie nadaje się do roli „konserwatora”, bo trudno znaleźć osobę o równie niskich kwalifikacjach do zajmowania się sprawami bezpieczeństwa narodowego. Takich ludzi powołuje się wyłącznie po to, by nic nie zmieniali i niczego nie robili. Soloch wypełnił tę dyspozycję.
    Przypomnę, że już w sierpniu 2015 roku, Paweł Soloch składał obietnicę „sporządzenia przeglądu i audytu szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego”, informując, że takie zadanie postawił przed nim nowy prezydent. Soloch twierdził wówczas, że A.Dudę „interesuje sprawa wydawania pieniędzy na zakupy broni i sprzętu wojskowego”, że zamierza zbadać „problem rezerw mobilizacyjnych” i „kwestię żołnierzy kontraktowych”. Zapowiadał także „zmiany w strukturze i organizacji biura” , które miały wynikać z „faktu, że nowy prezydent ma swoją wizję działań w obszarze bezpieczeństwa”.
    Żadna z tych deklaracji nie została spełniona. Do dziś nie przeprowadzono audytu i zmian strukturalnych w BBN. Tym bardziej rażące są uwagi tego „mistrza nicnierobienia” pod adresem ministra Macierewicza oraz „zastrzeżenia” wobec Strategicznego Przeglądu Obronnego.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowna Pani Martyno,

    Jeśli zaniepokoiłem Panią moją długą obecnością - najmocniej przepraszam.
    Mam nadzieję, że będę mógł nadal spotykać się z Państwem na tym blogu i z tą nadzieją zamieszczam nowy tekst.
    Napisała Pani rzecz arcyważną: "Czas chyba przyjąć, że tylko to pozostało. A może aż to, bo rzeczy cenne i mocne wymagają czasu i perspektywy wykraczającej nie raz poza naszą ulotną egzystencję".

    Prawda, to jest lekcja pokory. Również wobec naszych wyobrażeń o rzeczywistości i (nieco uproszczonych) ocen na temat polityków.
    Ale perspektywa długiego marszu nie jest wizją eschatologiczną.
    Nie patrzymy na nią, jako na zadanie dla przyszłych pokoleń.
    Jeśli taka wizja ma mieć sens, musi dotyczyć perspektywy najbliższych kilku, może kilkunastu lat i być powinnością nas wszystkich. Tu i teraz.
    Chodzi o to, by nie tracić czasu i energii na rozpamiętywanie kolejnych zakrętów historii, nie marnować naszego potencjału na rozważania - co zrobi Duda lub jak zachowa się Kaczyński.
    Są rzecz ważniejsze i do nich należy budowanie (nawet małych) wspólnot, z których powstanie realna siła polityczna.
    Pisałem już o tym i temu przedsięwzięciu mam zamiar poświęcić jeszcze wiele tekstów.
    Jeśli więc zadaje sobie Pani pytanie - "co teraz? co dalej? co robić, kiedy już się zobaczyło tę ohydę?", podpowiadam - patrzeć ponad interesy małych geszefciarzy, obnażać kłamstwa, walczyć z mitologią, budować własne, bliskie wspólnoty.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... To pocieszające, że zakreśla Pan perspektywę tak nieodległą. Aktywność, o jakiej Pan wspomina mnie również wydaje się jedyną i właściwą, i możliwą obecnie. Muszę pomyśleć jak to miałoby wyglądać w moim przypadku, bo w moim otoczeniu mało kto traktuje mnie poważnie, ale może coś wymyślę. Dobrej nocy, dobrego zdrowia i czego Panu trzeba - życzę.

      Usuń
  14. Waldan,

    Odpowiadałem już na podobne dictum wielokrotnie, ale odniosę się również do tej wypowiedzi. Tym bardziej, gdy jest okazja pokazania kilku myślowych pułapek.
    Przed paroma laty, prof. Andrzej Zybertowicz, w reakcji na jeden z moich krytycznych twettów pod adresem J.Kaczyńskiego, stwierdził, że wpierw trzeba samemu powołać partię polityczną i doprowadzić ją do znaczącej pozycji, by mieć prawo do formułowania takich opinii.
    Ta alogiczna i głęboko fałszywa argumentacja, jest dość powszechna w środowisku wyznawców pana prezesa i bywa chętnie stosowana na odparcie racjonalnej krytyki.
    Nie chcąc zanudzać długimi wywodami, zwrócę jedynie uwagę, że na podstawie takich przesłanek, nie mielibyśmy prawa do oceny żadnych sytuacji lub zachowań. Prosto: piekarz, który ulepił gliniaste pieczywo, w odpowiedzi na krytykę odrzekłby: wpierw upiecz pan własny chleb, a dopiero oceniaj mój wyrób.
    Gdy czytam – „Zarzuca Pan Kaczyńskiemu i PiSowi nadmierne przywiązanie do demokracji i stosowania jej reguł - a JAK wyobraża Pan sobie zdobycie władzy przez Pana wyimaginowany obóz i SKĄD znajdzie Pan Polaków gotowych na taką rewolucję?” – znajduję w tym pytaniu ten sam rys pseudo-argumentacji.
    Dlatego nawet nie próbuję odnosić się do takich wywodów. Tym bardziej, że pytanie to dowodzi nie tylko błędnych wyobrażeń o powinnościach blogera, publicysty, wyborcy, ale nieznajomości moich tekstów, w których stawiam znacznie poważniejszy zarzut - uprawiania mitologii demokracji, a nie „nadmiernego przywiązania i stosowania jej reguł”.
    Pan Kaczyński nie jest „nadmierne przywiązany” do demokracji. On bezczelnie oszukuje Polaków, że żyją w kraju prawa i demokracji.
    Dostrzega Pan różnicę?
    Przykład drugi. Już na początku owej „dobrej zmiany” nasłuchałem się sofizmatów, w rodzaju: „Dla mnie dużo mniej ważne jest czy Komorowski stanie przed sądem wkrótce czy za 8 lat - ważniejsze jest CZAS dany nam na pracę u podstaw”.
    Mają one ten fałszywy walor, że bywają błyskotliwe i nieweryfikowalne.
    Przed dwoma laty, pan Cezary Gmyz, podczas wymiany twettów nt. apeli kierowanych do A.Dudy w sprawie zbrodni założycielskiej III RP – zabójstwa księdza Jerzego, nie tylko nazwał te wystąpienia „bez sensu”, ale z pasją stwierdził, że skoro czekał z wyjaśnieniem tej sprawy wiele tyle lat, to zaczeka jeszcze kilka miesięcy. Dziesiątki użytkowników TT ucieszyło się z takiego dictum. Ale co z niego wynika?
    Nie mogę dziś zapytać tego pana – jak długo jeszcze zamierza czekać, a tym bardziej– co uczynił, by działania a tej sprawie nabrały „sensu”? A gdybym nawet zadał takie pytanie, to ponowne powtórzenie słów o cierpliwym wyczekiwaniu, nadal znajdzie uznanie w gronie ludzi zniewolonych partyjną pragmatyką.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę powiedzieć, że stawia mi Pan "zarzuty" kompletnie nonsensowne i proszę nie oczekiwać rzeczowych odpowiedzi.

      Gdybym kiedykolwiek pisał, że z „dobrą zmianą” wiążę nadzieje na obalenie truchła III RP i oczekuję od tych ludzi zbudowania wolnej Polski – mielibyśmy podstawę do dyskusji.
      Tymczasem już w roku 2015 twierdziłem (i powtarzałem to wielokrotnie), że z partią pana Kaczyńskiego nie wiąże takich nadziei i uważam ją za formację systemową, która jedynie pozoruje zmiany w obszarze sukcesji komunistycznej. Dzięki tej mistyfikacji, może nam się żyć lepiej, wygodniej i bardziej dostatnio,ale nawet na krok nie uwalniamy się od obecności Onych.
      To oznacza, że nie zadowala mnie „trochę”, o którym Pan dywaguje.
      Nie interesują mnie małe gierki pana Kaczyńskiego ani jego kompromitujące „strategie”, które mają tę niebagatelną wartość, że po trzech dekadach utrzymują Polaków w tym samym miejscu.
      Nie wyglądam też na żadną drugą kadencję, bo czego mogę oczekiwać od ludzi, którzy zniszczyli potencjał 10 kwietnia, a pięć lat później zadrwili z nadziei milionów Polaków, oczekujących w pierwszych miesiącach rządów PiS na solidną rozprawę z mafią III RP?
      Zamiast realnego rozliczenia setek draństw, przestępstw i zdrady zbieraniny PO-PSL, otrzymaliśmy zapewnienia o „poszanowaniu praw opozycji”, wezwania do „zgody narodowej” i „nieulegania odwetowi i zemście”.
      Proszę więc nie pisać mi niedorzeczności w rodzaju – festina lente, bo przez całe życie nasłuchałem się dość mędrków, którzy nawoływali Polaków do „cierpliwości”. Dzięki nim, nadal żyjemy w komunistycznej sukcesji i nie potrafimy wybić się na wolną Polskę.

      Mój tekst jest wyrazisty i oceniam sytuację polityczną z jednoznacznej perspektywy:istnienia zakulisowych gier i układów, między środowiskiem rzeczywistych decydentów, a partią pana Kaczyńskiego.
      Gdyby napisał Pan – „to są bzdury panie Ścios, prawda wygląda inaczej” i przedstawił rzeczową argumentację takiej krytyki – mielibyśmy o czym pogadać.
      Ale Pan odwołuje się do mechanizmów, których w ogóle nie biorę pod uwagę.
      Po co puste tłumaczenia, że dziś jest lepiej niż w roku 2015, a będzie jeszcze lepiej, jeśli to „lepiej” oceniam wyłącznie jako formę politycznego szalbierstwa?
      Dlatego twierdzę, że konwencja Pańskiego wywodu jest całkowicie chybiona, a wręcz nonsensowna.
      Odrzucam też „dobre rady” w rodzaju - „więcej optymizmu”, bo ten stan umysłu jest dziś dla wyborców PiS ogromną pułapką, efektem ulegania prymitywnej propagandzie i dowodem rezygnacji z samodzielnego myślenia.
      Jeśli zadowala Pana sytuacja, w jakiej znajduje się Polska po dwóch latach rządów „dobrej zmiany”, nie nazwę tego optymizmem lecz przypiszę raczej niskim wymaganiom wobec rzeczywistości.
      Ale bardzo proszę - niech Pan nie żąda, bym równał do takiego poziomu samoograniczeń.

      Usuń
    2. Dziękuję za polemikę - przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, ale byłem z rodziną i Różańcem na granicy - i nie zaglądałem do Internetu. Przyznam szczerze, że rozczarował mnie Pan swoją "argumentacją".Moje wątpliwości i oceny wpisuje Pan w kontekst jakiś innych swoich dyskusji i z nimi polemizuje, chyba tylko po to, by jak najmniej napisać o moim najważniejszym pytaniu : Czy uważa Pan, że obecna sytuacja polityczna, społeczna i militarna Polski jest lepsza czy gorsza od tej z kwietnia 2015?! Może Pan sobie z pozycji blogera dywagować o potrzebie różnych rewolucji i natychmiastowych Zmian, ale, przecież nie muszę Panu tłumaczyć, że polityka jest sztuką osiągania swych CELÓW poprzez REALNE DZIAŁANIA, a nie dywagowanie o nich. Z lekceważeniem Pan pisze o osiągnięciach ekipy Jarosława Kaczyńskiego, a ja powiem Panu tak - Ten rząd ma wiekopomną zasługę, że nie wpuścił do Polski hord muzułmańskich,że zabrał wiele miliardów zł mafiom VATowskim i "reprywatyzacyjnym" i dał je milionom Polaków w postaci 500+, wielu emerytalnego,że powstrzymał katastrofę demograficzną, że repolonizuje banki i zakłady energetyczne, modernizuje Armię, edukację i sądownictwo. Wiem, że Pana zdaniem robi to za wolno, ale to ROBI! A gdyby Kaczyński posłuchał Pana i NIE p0szedł na kompromisy z Układem wewnętrznym i co ważniejsze - sił zewnętrznych!- to dalej mielibyśmy to co było i do Pana wymarzonej rewolucji nigdy by nie doszło, bo nie byłoby już suwerennej Polski!Jest Pan chyba z mojego pokolenia - ludzi Solidarności! Moim zdaniem, to 16 miesięcy Karnawału Solidarności dały naszemu Narodowi świadomość jak wielu nas jest, dały siłę, idee i ludzi do walki z komuną na wiele lat. I NIC temu świętu nie zaszkodziło, że wszystkie 3 Porozumienia Sierpniowe podpisywali agenci SB. Po prostu procesy społeczne są dużo bardziej nieprzewidywalne i owocujące niespodziewanymi przemianami, że nie dają się tak łatwo sterować, jak Pan to przedstawia w swych artykułach.Czy wyobraża Pan sobie takie piękne i oddolne Narodowe świętowanie dnia Żołnierzy Niezłomnych, rocznicy Powstania Warszawskiego czy Różańca do granic gdyby nie było rządów PiS i mediów narodowych?I na koniec - chyba przyzna Pan, że Andrzej Duda, przy wszystkich zastrzeżeniach- to o kilka poziomów wyższy poziom polityki międzynarodowej i, last but not least - WIZERUNKU Polski w świecie?!
      Pozdrawiam i zapewniam, że wcale nie zachęcam Pana do samoograniczeń - wręcz przeciwnie - Pana analizy są dobrym opisaniem UWARUNKOWAŃ i komplikacji w jakich działa i REFORMUJE Polskę Kaczyński i PiS.Tym większa Jego zasługa, że TYLE udało Mu się już osiągnąć, a przecież każdy kolejny dzień rządów PiS utrwala nową samoświadomość Polaków,odkrywa mroczne kulisy III RP i właśnie TWORZY nastroje i SIŁĘ, która kiedyś pozwoli na jeszcze większe reformy gospodarcze i polityczne.
      Boże błogosław Polsce!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Proszę o usunięcie poprzedniego wpisu z uwagi na literówki

      Proszę wybaczyć, ale odnoszę wrażenie, że włączył się Pan do dyskusji, gdzie rozmówcy dawno poruszyli już pewne tematy i teraz oczekuje Pan, by specjalnie dla Pana powrócić do problematyki wielokrotnie już omawianej, gdyż nie zadał sobie Pan trudu siegnąć do stenogramów. Tematyki tym trudniejszej, bo obszernej i wymagajacej poruszenia wielu wątków.
      A stenogramy dostepne i w zasięgu ręki...
      Przecież nawet wchodząc do kawiarni i przysiadając się do stolika, należało by upewnic się, czy wcześniej przybyli mają ochotę na ponowną kawę czy na już opowiadany dowcip. Przyzna Pan, że inne zachowanie uznane by zostało za nieco aroganckie!
      Powołuje się Pan, nie wiedzieć czemu, na zbliżony wiek do Gospodarza imprezy, sugerując równoważność doświadczeń i siły argumentów. To trochę niezrozumiałe biorąc pod uwagę, iż większość z dyskutantów to ludzie w tym wieku i zbliżonym doświadczeniu życiowym. W końcu fakt ten nikomu nie ujmuje, ale i też nie przydaje żadnego dodatkowego splendoru.

      I choć zapewne i tak pozostanie Pan z przekonaniem o wyższości własnych racji i o sekciarskim otoczeniu Ściosa, to na zakończenie muszę Panu powiedziec jeszcze jedno!

      Różnica pomiędzy kawiarnianymi dyskutantami, do których zaliczam siebie, ale też i Pana, a człowiekiem od wielu lat z pasją, przy wielkim nakładzie pracy, świadomej rezygnacji z wielu fruktów dostepnych dla pokornych i konformistów zajmującym się tematyką Polski i jej wolności, polega na poziomie infantylizmu.
      Każdemu się wydaje, że wie, że rozumie, że kogo jak kogo, ale jego to nikt nie wpusci, nie zrobi itd.
      Ale to tylko nasza pyszna natura wybiera sobie ten i podobne mechanizmy. Byśmy mogli, przy tym minimum miłości własnej, dalej na siebie patrzeć z tym samozadowoleniem, które gwarantuje spokojny i zdrowy sen.
      I prośba....!
      Proszę tak nie epatować Różańcem. My i bez tego wiemy już, z osobą jakiego formatu, jakiej formacji mamy do czynienia
      pozdrawiam

      Usuń
    4. Panie Aleksandrze:

      Nigdy się u Pana na blogach nie udzielałem, choć przeczytałem pewnie wszystkie Pana wpisy z ostatnich kilku lat i czasami "świerzbiły" palce. Nie pamiętam już dzisiaj o co ongiś chciałem pytać sugerując, że jest Pan w błędzie, ale w zasadzie za każdym razem po czasie okazywało się, że dzięki wstrzemięźliwości nie wychodziłem na idiotę. Tym razem jednak zaryzykuję i zapytam Pana wprost o Jarosława Kaczyńskiego. Bo z Pana tez wynika, że jest to albo skończony osioł o IQ Petru, albo niesamowicie wyrachowany kumpel Urbana. Proszę wybaczyć, że tak dosłownie ale naprawdę nie rozumiem Pana zapatrywania na to kim faktycznie jest ten człowiek i czego chce, a co może osiągnąć i pewnie zdaje sobie z tego sprawę... W pana wywodach nie istnieje polityka powiedzmy wyższego rzędu. Co on może w sytuacji, w której Smoleńsk został zaakceptowany przez gremia, których istnienia Pan nie uwzględnia. Albania sama sobie oderwała Kosowo od Serbii? WSI Panie Aleksandrze to nie jest jedyny problem.

      Usuń
  15. Polityka to sztuka uwodzenia lub rozwiązania siłowe lub kombinacja obu tych działań.
    Po raz kolejny zostaliśmy zwiedzeni i nakarmieni fałszem. Rządzą nami oszuści i podłoty, ale to ma większą siłę niż siła prawdy i cnoty. Na ogół większą.
    Tylko bardzo rzadko w historii zdarza się, że na czele realnej siły politycznej staje jednostka szlachetna zasługująca na miano prawdziwego męża stanu. Obecnie nie mamy nikogo takiego na czele żadnej realnej siły politycznej. Nikogo, kto w sytuacji krytycznej, wymagającej natychmiastowego działania zachowałby się w sposób wybitny. Rycerz nie dogaduje się z bestią, tylko ucina jej głowę. Czy obecnie istnieje w RP taki rycerz? Sądzę że tak, i ma narzędzia do rozprawienia się z bestią w odpowiedni sposób. To, czy zdecyduje się on na taki krok pozostaje jednak w sferze domniemań. Tuszę, że większość z szanownych Forumowiczów i nasz trudny do przecenienia szlachetny Gospodarz wie, o jaki krok tu chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  16. ObserVator

    "Po to, by nie była to kolejna „trzecia siła”, inspirowana przez środowiska esbeckie, trzeba jednego warunku – wiarygodnego i silnego przywódcy, który z klęski zawiedzionych nadziei i traumy utraconych szans, potrafiłby zbudować potencjał ruchu politycznego. Można przypuszczać, że taki ruch zdobyłby poparcie ogromnej większości „twardego” elektoratu PiS, ale też przyciągnął wyborców z innych środowisk, wykluczonych dziś na mocy systemowych inscenizacji.
    Lęk przed podobnym scenariuszem jest tym większy, że ze strony Antoniego Macierewicza nigdy nie groziły i nie grożą działania wymierzone w partię J. Kaczyńskiego, a tym bardziej, sprzeczne z interesem Polski. Żadna „partia ludu pisowskiego” nie musi być wrogiem pana Kaczyńskiego ani dążyć do marginalizacji PiS-u. To sprawia, że próba przymusowej „radykalizacji” takiej inicjatywy lub szermowanie zarzutem „ataku na PiS”, byłoby absurdalne i skazane na porażkę.
    Teoria szachowa mówi, że poprawne przeprowadzenie gambitu, powinno gwarantować graczowi uzyskanie lepszej pozycji. Ponieważ „esbecki gambit” nie jest potyczką dwóch szachistów, lecz niespotykaną w teorii gier kombinacją „organizatora turnieju”, to zakończenie ma wzmocnić wyłącznie jego pozycję. Gdyby odpowiedź na pytanie – co dalej, uwzględniała zamysł powstania autentycznej opozycji, efekt fałszywego gambitu okazałby się zabójczy dla kreatorów tej gry".

    ESBECKI GAMBIT CZY MAT MACIEREWICZA ? -kwiecień 2017
    https://bezdekretu.blogspot.com/2017/04/esbecki-gambit-czy-mat-macierewicza.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy turniej organizowany na niesprawiedliwych czy oszukańczych zasadach zasługuje na gniew nie tylko jego uczestników, ale i obserwatorów. Jeśli między uczestnikami jest prawdziwy rycerz bez skazy jego zachowanie może być tylko jedno-odnaleźć "organizatorów turnieju" i odciąć im głowę.

      Usuń
  17. Drodzy Patrioci, w komisjach wyborczych przynajmniej kilkanaście procent głosów jest fałszowanych. Nie tylko w okręgach na wsi, ale w większości okręgów dużych miast. Gdy jeszcze dodamy informację o istnieniu centralnego systemu liczenia kontrolowanego przez "zaufanych" ludzi to można otwarcie nazwać wybory parlamentarne, samorządowe jak i prezydenckie, jedną wielką farsą demokracji. Dlatego tak cichutko mówi się o zmianie ordynacji wyborczej. Będzie to naprawdę szalenie niebezpieczna zmiana dla ludzi złej woli, do której oczywiście nie dojdzie. Czysto hipotetycznie jednak możnaby sobie wyobrazić co by się stało gdyby paradoksalnie zgodny z prawdą wysoki wynik Zjednoczonej Prawicy spowodował szok i niedowierzanie ogółu społeczeństwa, a w konsekwencji posądzenie o sfałszowanie wyborów.
    Na czym polega pragmatyka funkcjonowania służb? Otóż często ludzie zadają pytanie, gdzie jest AW, SKW, ABW w przypadku jakiejś "wielkiej" wg opinii publicznej afery. Nie wiem czy wgl zdajemy sobie sprawę z przydzielanych danym departamentom realnych zadań czy tylko nam się wydaje, że wiemy albo chcielibyśmy żeby tak było jak nam się wydaje. Otóż najprościej jak tylko można, głównym (nieoficjalnym) zadaniem służby wywiadowczej oraz kontrwywiadowczej jest zapewnienie sprawnego funkcjonowania państwa polskiego niezależnie od władzy politycznej! Mam nadzieje, że nikogo nie zaskoczę mówiąc, że chodzi przede wszystkim o zabezpieczenie ekonomiczne naszego kraju. Dlatego większość oficerów kierowana jest (z różnym skutkiem) głównie do zadań w wielkich koncernach i korporacjach o miliardowych obrotach, których sprawne funkcjonowanie ma największy wpływ na bezpieczeństwo finansowe naszego kraju. Dopiero potem można wgl myśleć o bezpieczeństwie militarnym, wewnętrznym, itd. Odpowiedź na pytanie, dlaczego ekipa PO-PSL musiała stracić władzę jest dziecinnie prosta. Ekipa Tuska i Kopacz doprowadziła do sytuacji wręcz groteskowej. Rozkradli tyle funduszy, że mniej więcej w połowie 2013 roku zaczęło brakować pieniędzy na podstawowe funkcjonowanie służb specjalnych! Wystarczyła decyzja niektórych propolskich przełożonych na umieszczanie podsłuchów wśród polityków, aby po publikacji słynnych "taśm prawdy" nastroje społeczne diametralnie uległy zmianie. Od tego momentu rozpoczęto już kształtowanie nowej "pseudostabilnej" sceny politycznej reprezentowanej przez Zjednoczoną Prawicę. W mojej prywatnej opinii "pseudostabilizacja" to najgorsze co może być dla naszego kraju w obecnej polityce wewnętrznej, bo o ile "stabilizacja" zdrowego systemu jest do przyjęcia, o tyle "pseudostabilizacja" systemu o charakterze nowotworowym jest leczeniem paliatywnym dla Polski. Tak więc akuszerami "nowego rozdania" byli w pewnym sensie zarówno oficerowie o przysposobieniu prorosyjskim i proniemieckim, jak i oficerowie o przysposobieniu propolskim bo wszyscy w pewnym sensie tracili na rządach tych klaunów z PO-PSL. Oczywiście w zupełnie innych wymiarach moralnych. Kto utrzymuje na dzień dzisiejszy obecne rozdanie? Ciężko powiedzieć ponieważ w okresie wojny trudno o jakikolwiek rozwój i liczy się tylko przetrwanie. Taka wojna na ostro w polskich służbach trwa od 2010 i trwać będzie całe pokolenia. Powstrzymać ją może tylko nowy konflikt militarny z naszym udziałem, a tego nikt o zdrowym rozsądku na dzień dzisiejszy nie powinien chcieć.
    Dlatego myślę, że warto jednak zastanowić się nad modlitwą do Boga o uzdrowienie umysłowe elit jak i o nawrócenie akuszerów sterujących z tylnego siedzenia. Tylko dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Choć w mojej opinii, większość Polaków nie dojrzała jeszcze mentalnie do życia w Polsce opartej na Prawdzie. Módlmy się, działajmy na różnych frontach, mobilizujmy do działania ludzi młodych, kontrolujmy każdego kto w jakikolwiek sposób chciałby w naszym imieniu rządzić krajem i wspierajmy wartych tego ludzi bo gwarantuję, że jest wielu Patriotów w służbach tylko muszą wiedzieć, że mają wsparcie obywateli w swoich niesubordynowanych działaniach.

    OdpowiedzUsuń
  18. Panie Aleksandrze,

    Jak w takim razie w kontekście powyższego tekstu można odczytywać wyraźne parcie prezydenta do referendum konstytucyjnego, a de facto zmiany systemu na prezydencki i brak na to zgody prezesa?

    Ponadto, jak się dobrze zastanowić, to mimo tak wielu różnic pomiędzy obecnym a byłym prezydentem, dostrzec można jednakże między nimi wiele i to fundamentalnych podobieństw. Tylko, w takim razie po co była ta zmiana na stanowisku głowy państwa? Po co zadano sobie tyle trudu, żeby zmienić tek wiele, żeby pozostało tak samo skoro chyba można było jeszcze kontynuować poprzednie rozdanie? Czy uzasadniona jest także pewność, że wybory prezydenckie na pewno nie zostały podkręcone - i to na korzyść obecnego prezydenta w celu przeforsowania nowej koncepcji zmian niemożliwych do zrealizowania z poprzednim?

    Czy także faktu pewnej wstrzemięźliwości Amerykanów przed większym angażowaniem się we wschodnią flankę i inwestowaniem w polskiego sojusznika nie należy łączyć z tym, że dla nich zmiany, które nastąpiły są dość powierzchowne?

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  19. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Nie związane bezpośrednio z tekstem, ale bardzo z duchem tego bloga.
    Odnowiciel Ziobro I Sprawiedliwy: "Koncepcja prok. Witkowskiego niesie niebezpieczeństwo, że sprawcy wyjdą jako niewinni..." Wynurzyło mu się w wywiadzie dla wPolityce https://wpolityce.pl/polityka/361424-wymowne-slowa-ministra-ziobry-o-prezydencie-andrzej-duda-powinien-pamietac-ze-sam-lewandowski-bez-druzyny-nie-moglby-podjac-realnej-gry?strona=2 … No to mamy więcej jasności w kwestii skuteczności petycji i nnych starań wyborców "tej zmiany".

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten tekst autora został gdzieniegdzie odnotowany (z ironiczną pogardą).

    Odnotujmy zatem:
    10.04.2010 polskie (z nazwy) służby we współpracy z rosyjskimi zorganizowały zamach na prezydenta Polski, który zapewne naruszył jakieś fundamentalne interesy. Zbrodnia pozostaje niewyjaśniona.
    Pięć lat później został wyłoniony kandydat, który mógł wygrać ponieważ nie zagraża interesom pilnowanym przez te służby.

    Mieszkańcy krainy której ta sprawa dotyczy uważają powyższe za absurd a głoszących ją ludzi za wariatów. Obecnie za szczyt aspiracji uważają udział ich „reprezentantów” w igrzyskach kupionych i organizowanych przez ich największego wroga, który zresztą zorganizował zamach. Będą mogli machać flagami, śpiewać i malować twarze.

    Po prostu. Tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin Ís,

      Fakt. Sprowadzono nas do nędznej miary. Radość z kopania piłki podczas imprezy propagandowej, organizowanej przez odwiecznego wroga i okupanta, ma być miarą patriotyzmu.

      Usuń
  21. A tym czasem minister Macierewicz - na przekor wichrom i burzom - organizuje wojska cyberprzestrzeni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko,

      Trzeba dodać, że te i kilka innych inicjatyw ministra natrafiają na opór ośrodka prezydenckiego.
      Odmowa nominacji generalskich (to ważny warunek powołania odpowiednich dowódców) jest tylko jednym z przykładów.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
  22. Pan wybaczy panie @A.Ścios chwilowe odejście od tematu pana artykułu.W pierwszej kolejności należy zwolnić dyscyplinarnie i pozbawić "immunitetu" nadterminowych,w tym wysokopłatnych funkcjonariuszy propagandowo-socjotechnicznych PRL/IIRP/PRLbis legitymujących się "wykształceniem" socjologicznym.To raczej socjopaci jak np. Marcin P.,bynajmniej nie ten WSIowy słup z afery AG/OLT/Finroyal. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  23. @ waldan

    Może to niegrzeczne co powiem ale mam nadzieję, że Gospodarz oszczędzi nam dalszego polemizowania z pańskimi "zachwytami" nad obecną rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  24. Antoni Callahan,

    W ostatnich dwóch latach nie słyszałem o projekcie zmian w tzw. ordynacji wyborczej, a tym bardziej, o likwidacji PKW.
    Tej samej, która ponosi odpowiedzialność za fałszerstwo wyborcze z roku 2014. Przypomnę, że po tamtej farsie, prezes PiS oświadczył z trybuny sejmowej –„wybory zostały sfałszowane”, zaś A.Duda -kandydat PiS na prezydenta perorował:
    „Zwracam się z apelem do pana prezydenta, by w związku z sytuacją, która podważa rzetelność wyborów i możliwość uznania ich wyników, o to, by zwrócił się do panów prezesów, by wystąpili z wnioskami o odwołanie obecnych członków PKW.
    Tu jest potrzebna zdecydowana zmiana i działanie ze strony prezydenta – to nie kto inny jak prezydent jest gwarantem ciągłości władzy państwowej. (…) Po tej kompromitacji zmiany w PKW są konieczne po to, by uwiarygodnić wybory.
    To horror. Państwo polskie ośmiesza się w ten sposób”.

    Po wyborach w roku 2015, natychmiast zapomniano o zmianach w PKW, zaś prezydent Duda podczas przemówienia z okazji uroczystości „25-lecia Demokratycznego Prawa Wyborczego i Organów Wyborczych w Polsce” popisał się peanami na cześć PKW:
    „Rola PKW jest absolutnie fundamentalna: czy jest coś ważniejszego w państwie, które chce być demokratyczne, niż uczciwe i rzetelne wybory? (…) W moim przekonaniu nic bardziej fundamentalnego niż uczciwe wybory dla demokracji nie występuje. Stąd tak ogromna rola PKW.
    Chciałem podziękować wszystkim tym, którzy w ciągu tych 25 lat przyczyniali się do wzmacniania PKW, do tego, by wybory w Polsce były przeprowadzane coraz lepiej i sprawniej. Ta kwestia jest najważniejsza.
    Szanowni Państwo, dziękuję jeszcze raz za te 25 lat. Na ich przestrzeni różnie bywało - mieliśmy kryzys w 2014 roku w związku z wyborami samorządowymi. Mieliśmy kryzys, zaufanie zostało nadszarpnięte, ale na szczęście PKW w sposób sprawny i spokojny potrafiła to zaufanie odbudować w kolejnych w wyborach, których uczciwości nikt nie podważał. Za to chciałem podziękować w sposób szczególny.”

    Myślę, że podziękowania Dudy dla PKW były ze wszech miar uzasadnione, bo z perspektywy skutków mistyfikacji wyborczej z roku 2015, fałszerstwo wyborów samorządowych wydaje się znacznie prostsze.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnego przygotowanego projektu zmian w ordynacji nie ma i w tym rozdaniu nie będzie. Czasami Pan Jarosław Kaczyński w wywiadach dosłownie w kilku słowach wspomina o możliwości modyfikacji kodeksu wyborczego. To raczej kolejna gra, w której lider Zjednoczonej Prawicy w swoim stylu prowokuje zwolenników tej chorej "pseudostabilizacji" struktur państwa polskiego nie mając za wiele dobrych kart i stosując blef.
      Oczywiście, że te peany były uzasadnione. PKW w przeciągu 5 miesięcy wyeliminowała fałszerstwo na poziomie kilkunastuprocent nie wprowadzając przy tym żadnych zmian w procedurach. Bardziej kuriozalne jest jednak to, że wyborcom Andrzeja Dudy, czyli PISu w ciągu tak krótkiego czasu udało się wmówić prawdę objawioną o "uczciwości, nie do podważenia" i mało kto pokusił się o odrobinę wysiłku intelektualnego aby zapytać o wartość dokładności tego wyniku wyborów w porównaniu do wartości dokładności wyniku z 2014. Na tamten moment najważniejsze było to, że "nasz kandydat wygrał". W ten sposób moim zdaniem w pewnym sensie zrównaliśmy się moralnie ze złem bo mimo, że prawda była oczywista jak nigdy, to mało kto chciał ją sobie uświadomić. Dlatego trzeba jasno powiedzieć: Władza Zjednoczonej Prawicy jest zbudowana na wysoce nieprecyzyjnym wyniku wyborów, żeby nie powiedzieć fałszu i choć Ci ludzie mogli zapobiec tej logicznej etykiecie oraz zostać moralnym zwycięzcą, to jednak zdecydowali się podeptać prawdę. Zresztą tak jak właściwie przy każdej decyzji kluczowej dla przyszłości młodych i całej ojczyzny.

      Usuń
  25. Jeśli chodzi o Pańskie uwagi na temat przyczyn „nowego rozdania”, podzielam je tylko w części.Nie przywiązywałbym takiej wagi do "braku pieniędzy na podstawowe funkcjonowanie służb specjalnych".
    Biorąc pod uwagę grę z "terrorystą" B.Kwietniem i uzyskane dzięki tej kombinacji zwiększenie budżetu na "walkę z terroryzmem", służby poradziły sobie z tym ograniczeniem.
    Przypomnę natomiast, że w roku 2013 doszło do trzech spektakularnych wydarzeń: dymisji K.Bondaryka , "odpalenia" tzw. afery Amber Gold oraz rozpoczęcia kombinacji pod nazwą „afera podsłuchowa” z wszechwładnymi kelnerami w roli głównej.
    Dymisja Bondaryka, złożona w styczniu 2013 r., wprowadzała głęboki zamęt w dotychczasowy „schemat hierarchiczny”. Przez wcześniejsze lata byliśmy bowiem świadkami silnej „bondaryzacji” służb i ciągłego poszerzania uprawnień Agencji. Decyzje legislacyjne, podejmowane przez reżim PO-PSL w sprawach bezpieczeństwa zmierzały zawsze do skupienia władzy w rękach szefa ABW i uczynienia z Agencji „zbrojnego ramienia” partii rządzącej. To on i kierowana przezeń formacja mieli być gwarantem trwałości triumwiratu służb, biznesu oraz polityki i chronić interesy układu rządzącego.
    Ci, którzy utrzymywali, że decydentami ówczesnej „reformy służb” byli ludzie z ekipy Tuska, musieli zmierzyć się z niezwykłą sytuacją: po raz pierwszy w dziejach III RP doszło do sytuacji, w której ośrodek rządowy dobrowolnie ograniczał swoje wpływy na formacje specjalne, pozbawiał władzy człowieka ściśle związanego z PO i utrącał kompetencje „własnej” służby.
    Nikt wówczas nie zadał pytania – dlaczego tak się dzieje?
    Dopiero dostrzeżenie roli ośrodka belwederskiego pozwalało prawidłowo ocenić tamte wydarzenia i wskazać logikę roszad personalnych.
    Po zakończeniu tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN) środowisko belwederskie przeszło do kolejnej fazy budowania reżimu prezydenckiego, podczas której przeprowadzono reformy systemu kierowania i dowodzenia armią oraz niemniej ważną reformę służb specjalnych. Kilka legislacyjnych posunięć zwiększyło wpływy lokatora Belwederu na armię (w tak newralgicznych kwestiach jak obsada stanowisk, rozbudowa „potencjału obronnego”, rola prezydenta podczas stanu wojennego i wyjątkowego, modernizacja przemysłu zbrojeniowego) i dało podstawę do wdrożenia „koncepcji kułaka”, w której znacząco ograniczono uprawnienia cywilnego wywiadu i kontrwywiadu, utworzono nową służbę wojskową - Narodowe Centrum Kryptologii (NCK) i umocniono formacje wojskowe.
    Druga dymisja Bondaryka (z szefostwa NCK) na początku 2015 oznaczała, że zadania tej służby wchodzą w fazę, w której obecność cywilnych funkcjonariuszy staje się zbędna. Oceniałem wówczas to wydarzenie w kontekście nominacji nowego szefa NCK ( płk. Jacka Rychlicy) oraz belwederskiej „koncepcji kułaka”, w której armia i służby wojskowe miały stanowić fundament reżimu prezydenckiego.
    To ważna wskazówka w poszukiwaniu „akuszerów” nowego rozdania.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze ważniejsze są dwa pozostałe wydarzenia.
      W tekście „BURSZTYN, ZŁOTO I ZIELEŃ MUNDURÓW” z sierpnia 2012, poświęconym tzw. aferze Amber Gold pisałem, że „obszar tej walki dotyczy zmian na scenie politycznej, a nawet zamysłu wykreowania ekipy zastępczej, która mogłaby podmienić skompromitowaną grupę Tuska i zapewnić triumwiratowi kolejne lata prosperity. Patronem tych pozorowanych działań sanacyjnych byłby polityk cieszący się (jak wykazują sondaże) największym zaufaniem Polaków, nad którym media i środowiska opiniotwórcze roztaczają szczelny parasol ochronny. Dlatego medialnej narracji w sprawie Amber Gold nie sposób oddzielić od nagłej aktywności Janusza Palikota. Występując z pozycji „obiektywnego obserwatora” ten przyjaciel i alter ego Komorowskiego, ostro atakuje ekipę Tuska. (…) W ten scenariusz wpisuje się informacja podana niedawno przez gazetę szczególnie zaangażowaną w rozgrywanie afery Amber Gold. Dotyczy ona wniosku o dymisję premiera i propozycji zastąpienia grupy PO-PSL „rządem fachowców”, na którego czele miałby stanąć prof. Michał Kleiber. Taki projekt mają negocjować partie: Ruch Palikota, PiS, SLD i Solidarna Polska. Z inicjatywą miał wyjść Janusz Palikot, proponując osobę Kleibera jako kandydata opozycji na szefa rządu.
      Jeśli nawet tego typu wiadomość stanowi „balon próbny” i ma na celu wysondowanie reakcji społecznych, nie można wykluczyć, że projekt ekipy zastępczej jest poważnie rozważany, a jego realizacja będzie zależeć od reakcji Tuska.
      Afera Amber Gold może być dla premiera gwoździem do politycznej trumny lub rodzajem propozycji „nie do odrzucenia”, przy pomocy której jedna grupa uzyska dominację nad drugą i zapewni sobie wpływ na decyzje gospodarcze i polityczne. Rozgłos nadany aferze posłuży do wykreowania nowego rozdania, a sprawa - podobnie jak dziesiątki innych, w których napotykamy na grę ludzi służb - nie zostanie rzetelnie wyjaśniona”.


      Z dzisiejszej perspektywy, można powiedzieć, że faktycznie, był to „balon próbny” i zapowiedź przyszłych wydarzeń.
      Z kolei tzw. afera podsłuchowa, to chyba nie tylko „decyzja niektórych propolskich przełożonych na umieszczanie podsłuchów wśród polityków”.
      Ówczesne roszady i dymisje związane z tą aferą, łączył wspólny mianownik-dotyczyły ludzi blisko związanych z Tuskiem i pozbawiały wpływów osoby z „pierwszego garnituru” PO. Nie było wśród nich polityków powiązanych z Belwederem ani kojarzonych z tzw. frakcją Schetyny. Jedynymi „nieumoczonymi” w owej służbowej „aferze” pozostali uczestnicy dawnych biesiad u agenta WSI Jeremiusza Barańskiego oraz środowisko zbliżone do lokatora Belwederu.
      Taką kombinację, zmierzającą do zdyscyplinowania grupy Tuska i wymiany ówczesnej ekipy, mógł podjąć tylko ośrodek, który dysponował realnymi narzędziami wpływu i potrafił zapewnić mechanizmy bezpiecznego przeprowadzenia nowego rozdania. Bezpiecznego, a zatem takiego, które nie doprowadzi do niekontrolowanego upadku triumwiratu i nie zagrozi fundamentom magdalenkowego tworu.
      W ramach tej kombinacji ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili więc figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów wymierzonych w grupę rządzącą. Ich dozowanie powierzono środowiskom medialnym, czasem pozornie dalekim od ośrodka belwederskiego. Funkcjonujące w przestrzeni medialnej opowieści o niezłomnych biznesmenach i kelnerach rzucających wyzwanie „systemowi Tuska”, trzeba oczywiście włożyć między bajki.
      Owa afera wyglądała na klasyczną kombinację, w ramach której asekurowany przez jedne służby biznesmen miał podżyrować pochodzenie nagrań, a następnie wiedzą na ten temat obciążyć ludzi z konkurencyjnych formacji. Taka zagrywka zapewniała bezpieczeństwo faktycznym decydentom i nie groziła kontrakcją ze strony dotychczasowego „zbrojnego ramienia” partii rządzącej.
      Nie wiem, czy robili to „oficerowie o przysposobieniu prorosyjskim i proniemieckim, jak i oficerowie o przysposobieniu propolskim”, ale jestem przekonany, że z zaplecza tej kombinacji dobiega stukot brązowych butów.

      Usuń
    2. Co do "kelnerów".

      Z dużą dozą pewności przypisuje Pan tą grę "naszym" służbom. Czy nie rozważa Pan opcji, że były to jednak wprost służby zagraniczne (co najwyżej używające lokalnej agentury, lub wyizolowanych komponentów naszych służb)? Ta kombinacja była dość złożona, długotrwała i wyraźnie zaskoczyła "ofiary".

      Nie podejrzewałbym naszych służb aż o taką sprawność i hermetyczność (w szczególności brak przecieków w środowisku). Również nie podejrzewałbym polskich mocodawców (animatorów) układu IIIRP o tak ryzykowną kombinację prowadzoną w celu utemperowania konkurentów w grze, bo ta kombinacja pokazywała zbyt dużo brudów z zaplecza systemu w ten sposób godząc nie tylko w określoną frakcję, ale generalnie wykładając na widok publiczny brudne podwaliny całego systemu.

      Takie rzeczy Ojcowie Systemu zwykli robić wycinkowo, punktowo, żeby jakąś frakcję przestraszyć, zdyscyplinować, ewentualnie usunąć osobę, ale nigdy tak kompleksowo. Tutaj zaatakowano nie jedną osobę ale gremialnie całą frakcję władzy w jej publicznym kształcie. Dla krajowych graczy (ośrodków decyzyjnych) to byłaby zbyt ryzykowna gra w mojej ocenie. To zrobił ktoś kto liczył na całkowite przemodelowanie sceny politycznej.

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o zwiększenie budżetu na "walkę z terroryzmem" to owszem pomogło to złapać drugi oddech służbom specjalnym ale przede wszystkim tym wojskowym i ABW ale na pewno nie propolskiej formacji skupionej w AW, nie wspominając już nawet o praktycznym zagłodzeniu ABC. Świetnie Pan opisał załamanie się tego "schematu hierarchicznego" i miotanie Bondarykiem po stanowiskach i utworzenie uciesznego NCK, którego zadania równie dobrze mogliby pełnić studenci I roku informatyki politechniki gdyby nie chodziło o kolejną "wojskową pralnię pieniężno-informacyjną". Wprowadzanie "koncepcji kułaka" rownież oczywiście pełna zgoda. Odpalanie "wielkich" afer na maksymalną kwotę kilkadziesięciu milionów przy jednoczesnej zbiorowej ślepocie na fiskalną grabież 1000-krotności budżetu przeznaczanego na funkcjonowanie wywiadu zagranicznego (ok.240 mln) niewątpliwie stanowiły pompowanie "balona próbnego". Z tym nie powinno się dyskutować.

      Usuń
    4. Jednak w przypadku afery podsłuchowej mam trochę inne zdanie. Gwarantuję, że w sytuacji, w której oficer służb zdaje sobie sprawę, że jego bezpieczeństwo jest zagrożone zrobi dosłownie wszystko. Zarówno ten o mentalności komsomolskiej, jak i o mentalności Polaka. Życie oficerów o tej drugiej mentalności stało się nie do zniesienia właściwie od 2010. Troszkę się zaniepokojono, mówiąc delikatnie gdy w tymże roku zdano sobie sprawę, że w najbliszym otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego są ludzie, którzy w sposób ewidentny sabotują jego kampanię wyborczą, przez co nie udało się wypracować odpowiedniej przewagi wykluczającej możliwość manipulacji więc wszyscy się domyślali jakie czasy w służbach nadchodzą. Dodajmy do tego również wszystkie przeprowadzone wybory do 2014 roku, w których mimo wysokiego rzeczywistego poparcia społecznego właściwie dla każdej partii (innej niż PO-PSL), wybory za wyborami z takim samym wysokim wynikiem wygrywała zawsze magdalenka. Dopiero afera podsłuchowa spowodowała głębokie pobudzenie w społeczeństwie, którego nie dało się w żaden sposób zmanipulować przy urnie wyborczej bo o ile daną aferę można opinii publicznej przedstawić w sposób, w jaki "normalny" człowiek nie jest w stanie zrozumieć przede wszystkim kto jest winien czego, o tyle mocne hasła pochodzące z taśm, których te klauny nam dostarczały od 2014 roku potrafiły jasno przekazać wszystkim nawet zadeklarowanemu wyborcy PO-PSL, kto z pewnością nie chce pomyślności Polski. Proszę pamiętać, że dla elektoratu PO-PSL, Bronisław Komorowski nie był spolaryzowany do Donalda Tuska. Brązowe buty w życiu nie przeprowadziłyby w ten sposób akcji, bez uprzedniej silnej polaryzacji tych dwóch ośrodków władzy wykonawczej w oczach opinii publicznej. Dlatego na szybko szukano rozwiązań, które zmniejszyłyby rozmiary nadchodzącej nieuchronnej porażki. Zakładanie na szybko partii antysystemowej, .nowotworowej, pompowanie kandydatury Gowina na szefa MON i najważniejszego gwaranta "pseudostabilności", który ma zastąpić skompromitowanego rykoszetem od PO-PSL, Bronisława Komorowskiego. Układ jest prosty: albo Pan Jarosław Kaczyński to przyjmuje, albo fałszujemy już na całkowitej bezczelności wybory i doprowadzamy do małej wojny domowej w kraju, w którym absolutną władzę nad wojskiem, aparatem represji i sądownictwem sprawują brązowe buty. Los chciał, że wybory prezydenckie odbywały się w pierwszej kolejności i to najprawdopobniej zmusiło lidera PIS do przyjęcia tych warunków. Wygrana "zachowałem się, jak się zachowałem..." i Zjednoczonej Prawicy wypełniło umowę, wg której to Pałac Prezydencki wyznacza granicę przemian w kraju i zapewnia "pseudostabilność", ale to oczywiście jest jasne, z samej konstytucyjnej istoty tego ośrodka władzy. Dlatego uważam, że taśmy na Komorowskiego, Tuska czy ruskich z pewnością są w odpowiednich rękach tylko Polska nie jest gotowa do tej prawdy za sprawą Pana Andrzeja Dudy. Mówiąc szczerze ani Pana Gospodarza ani nikogo z tu obecnych nie powinna treść tych taśm zaskoczyć właściwie w żadnym aspekcie. Wyłoniłby się obraz państwa teoretycznego i pełnego bezprawia. Nowość? Nie. Naprawdę źródła manewrów tworu magdalenkowego szukałbym w tej niespotykanej na skalę światową, całkowicie niekontrolowanej grabieży Państwa. Czyli w oczach brązowych butów: Masowo kradli Ci co nie powinni. Natomiast afera podsłuchowa uniemożliwiła absolutne przejęcie kontroli nad tym masowym rabunkiem. Gdyby nie afera podsłuchowa to i tak oczywiście powstałaby partia "antysystemowa" i typu .nowotworowego, których zwycięstwo np. w 2019 byłoby już całkiem realne, a sfinalizowanie przejęcia kontroli nad rabunkiem stałoby się bardzo prawdopodobne. Ale na szybko udało się stworzyć tylko dwa śmieszne twory, których sprawność intelektualna (nie mówiąc już o politycznej) jest właściwie zerowa i nie są oni w stanie nawet stworzyć iluzji umiejętności rządzenia aby stali się odpowiednim "księgowym" dla tworu magdalenkowego.

      Usuń
    5. W kontekście negatywnej oceny, czasem chyba niesprawiedliwej wobec Pana Kaczyńskiego muszę dodać, że kwestią często pomijaną przez nas, a jednak bardzo interesującą jest narzucona przez Pana Prezesa całkiem duża prędkość uchwalanych po nocach zmian do czasu reformy SN/KRS. Oczywiście nie mam tu na myśli jakości tych ustaw ale samą szybkość. To bardzo wymowna szybkość...

      Usuń
  26. Nowy,

    Gdy tylko pojawił się pomysł pana Dudy związany z referendum konstytucyjnym, napisałem, że jest to kolejny sposób na „upudrowanie” truchła III RP i „rewitalizację” tego tworu. Nic więcej.
    Patron jest odpowiedni, bo trudno zapomnieć zachwyty A.Dudy nad „zdobyczami trzech dekad wolnej państwowości”.
    Zmiana systemu na prezydencki, to oczywista próba usankcjonowania zasady obowiązującej w III RP – „gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydenckim”.
    Komorowski robił to bez konieczności zmiany konstytucji. Duda, jako miłośnik prawa i demokracji, chce zapewnić urzędowi prezydenckiemu te prerogatywy symulując działanie zgodne z „wolą narodu”.
    Można się domyślać, że „narodowymi doradcami” tego pana w/s zmian konstytucyjnych będą te same persony, które widzieliśmy w czasie deliberowania nad ustawami sądowymi.
    Jeśli chodzi o „wstrzemięźliwość Amerykanów”, to można ją (tradycyjnie) dostrzegać w obszarze politycznym, ale już nie militarnym i ekonomicznym. W tych obszarach USA „ma interes” we wspieraniu polityki zbrojeniowej i należy się z tego cieszyć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. rodakvision1.
    Szanowny Panie Mirosławie,

    Idiotyczna wypowiedź Ziobry. Po pierwsze dlatego, że porywacze od dawna znajdują się na wolności, po drugie, bo minister sprawiedliwości III RP zdaje się używać argumentacji, którą przed laty wsławił się jeden z donosicieli bezpieki.
    To postulator procesu beatyfikacyjnego, ks. Tomasz Kaczmarek (TW „Calm”,„Nebbia”) wielokrotnie miał twierdzić, że wszelkie odstępstwa od ustaleń procesu toruńskiego, są inspirowane przez środowiska wrogie Kościołowi:„Można się domyślać sił (…) burzących ustalony w 1985 r., podczas pamiętnego procesu toruńskiego, klarowny obraz porwania i morderstwa”.
    Najwyraźniej dla pana Ziobry, esbecka farsa z Torunia, nadal ma walor „klarowności”, skoro wizja uwolnienia porywaczy od zarzutu zabójstwa budzi w nim głęboki sprzeciw.

    Czytałem natomiast, że jakiś poseł Kukiza zamierza zawalczyć o powołanie komisji śledczej w sprawie zbrodni założycielskiej.
    Takie pomysły pokazują, że politycy III RP chcą traktować zabójstwo księdza Jerzego jako okazję do pijarowskiej hucpy i ciułania głosów elektoratu.
    Gdyby w gronie obecnych decydentów, istniał choć cień intencji wyjaśnienia tej zbrodni, prokurator Witkowski już stawiałby pierwsze zarzuty.
    Strach polityków PiS przed powierzeniem śledztwa temu prokuratorowi, jest dla nich nie tylko najcięższym aktem oskarżenia o współuczestnictwo w ukrywaniu mechanizmów zbrodni założycielskiej, ale ogromną, narodową hańbą.

    Pozdrawiam Pana serdecznie i dziękuję za apele zamieszczone pod poprzednim tekstem.

    OdpowiedzUsuń
  28. Szanowni Państwo,

    Chcąc zaoszczędzić fatygi sobie i niektórym komentatorom, przypomnę tekst, jaki zamieściłem pod jednym z wpisów w maju 2016 roku:

    Od wielu lat staram się prowadzić blog w ten sposób, by nie pojawiały się tu dezinformacje, łgarstwa lub esbeckie "wrzutki". Dość ich w tzw. wolnych mediach i na "prawicowych" forach internetowych.
    Nie dopuszczam również do głosu klasycznych idiotów, ćwierćinteligentów ani zadaniowanych funkcjonariuszy.
    Nie ma tu miejsca dla teoretyków spisku żydo-masońskiego, wyznawców endokomuny i narodowych bolszewików, dla sierot po Urbanie, esbeckich prowokatorów lub zwolenników "trzeciej drogi".
    Nie mam czasu ani ochoty, by prowadzić polemiki na poziomie uwłaczającym ludziom rozumnym.
    Nie uważam też za konieczne objaśniania rzeczy oczywistych.
    To kwestia zasad, higieny psychicznej oraz szacunku wobec gości i przyjaciół bezdekretu.

    Chcę więc wyraźnie podkreślić, że od tej chwili wszelkie brednie o wrażej robocie agentury amerykańskiej, antypolskich knowaniach CIA, "wspólnych posiedzeniach rządów polskiego i izraelskiego z ojcowskim, nadzorem Amerykanów" itp. rewelacje, których autorzy węszą spiski żydowsko-amerykańskie, nie będą publikowane i nie doczekają się odpowiedzi.
    Na bezdekretu nie ma miejsca na dywagacje idiotów ani na łgarstwa powielane na forach Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa itp. organizacji.
    Nie interesuje mnie - co o takich praktykach pomyślą autorzy tych wypowiedzi i jak głośno będą wrzeszczeli o cenzurze na moim blogu.
    Zwolennikom putinowskich dezinformacji radzę oszczędzić sobie czasu i omijać ten blog z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  29. Do Pana Zaścianka,

    Martwiłam się o Pana i bardzo się cieszę, że się Pan odezwał.
    Pozdrawiam najserdeczniej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziękuję za troskę. To miłe.
      Zapewniam, że staram się być na bieżąco i duchem obecny.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  30. Pablozo,

    Z moim tekstów bynajmniej nie wynika, że pan Kaczyński „jest to albo skończony osioł o IQ Petru, albo niesamowicie wyrachowany kumpel Urbana”.
    Jeśli tak Pan odczytuje moje słowa, informuję, że jest Pan w błędzie.
    Pana Kaczyńskiego uważam za sprawnego działacza partyjnego, dobrego organizatora i obrotnego zarządcę swojej partii. To człowiek, który potrafi prowadzić małe gierki na- poziomie personalnym i międzypartyjnym. Doskonale porusza się w systemie III RP, a dzięki zbudowaniu mitu „męża stanu”, ma duże możliwości wywierania wpływu i napędzania mechanizmów, które społeczeństwo odbiera jako decyzje publiczne i działania polityczne.
    Z pewnością jest patriotą i zależy mu na dobru Polski. Osiągnięcie tego celu pojmuje jednak w sposób, który w minionych dziesięcioleciach praktykowało wielu podobnych mędrków. Z jednakowym skutkiem.
    Uważali oni, że metodą małych kroków, elastycznością i kompromisem, można skutecznie „ograć” przeciwnika, a idąc z nim na jakąś formę współpracy, doprowadzić do wygranej. To była oficjalna „strategia” różnych Kuroniów, Geremków i Michników, którzy z kooperacji ze złem chcieli uczynić cnotę.
    Piszę „oficjalna”, bo rzeczywista motywacja tych ludzi wydaje mi się inna.
    Tacy „pragmatycy” uważali również, że „masy” są bezdennie głupie i słabe, zatem (oczywiście dla ich dobra) trzeba nimi kierować w podobny sposób jak ojciec powinien kierować nieporadnym dzieckiem – mówić mu tyle, ile potrafi zrozumieć i ukrywać przed nim złe strony życia.
    Nie uważam pana Kaczyńskiego za wielkiego polityka ani męża stanu. Znam dziesiątki wypowiedzi i wystąpień tego pana i nie znajduję w nich żadnej głębszej myśli, żadnego intelektualnego polotu, a tym bardziej – żywej i wyrazistej wizji Polski. Są poprawne slogany, puste frazesy i partyjna dialektyka, która nie potrafi wyjść poza dogmatykę III RP i prymitywną mitologię.
    Pytanie, które zadaje Pan na końcu komentarza, jest dla mnie kompletnie nielogiczne.
    Jakże mogę znać gremia, których „istnienia nie uwzględniam”? Gdybym je znał, pewnie bym uwzględnił. Czuję się więc uwolniony od takiego „zarzutu”.

    Informuję też, że kolejnego Pańskiego komentarza, w którym każe mi się Pan tłumaczyć z moich (rzekomych) wywodów na temat "niechęci JK do wyjaśnienia śmierci Brata" i zapowiada, że przestanę Panu "imponować" - nie zamieszczę.
    Proszę nie tracić więcej czasu na czytanie moich tekstów.
    To dla Pana wielce niezdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  31. Szeliga,

    Rozważam takie opcje, dla których znajduję racjonalne wyjaśnienie.
    Jeśli wskaże mi Pan tego rodzaju przesłanki na potwierdzenie, że „były to jednak wprost służby zagraniczne”, chętnie je podejmę.
    Ja ich nie znam i poza stwierdzeniem, że środowisko b. WSI zawsze (podkreślam) działa przeciwko interesom Polski, nie potrafiłbym znaleźć śladów obcej interwencji.

    OdpowiedzUsuń
  32. Antoni Callahan,

    Rozumiem, że odmienne zdanie w sprawie tzw. afery podsłuchowej, dotyczy „skutków społecznych” tej kombinacji. Prawdą jest, że spowodowała ona „głębokie pobudzenie w społeczeństwie”.
    Ci, którzy ją zorganizowali trafnie ocenili, że niekontrolowane wypowiedzi prostaków i łobuzów, okraszone podwórkową „łaciną” i tematami z pogranicza kryminału, przypadną do gustu naszym rodakom.
    Nie sądzę, by wyborcy - odbiorcy tych nagrań „analizowali” je w kontekście odpowiedzi na pytanie –„ kto z pewnością nie chce pomyślności Polski”.
    Jeśli (ściśle reglamentowana) publikacja taśm przyczyniła się do wygranej PiS, to raczej dlatego, że poziom autokompromitacji i prostactwa person z PO-PSL, był na tyle żenujący, że nawet średnio rozgarnięci nie chcieli się z nim identyfikować.
    Ciekawa natomiast jest Pańska sugestia, iż prezesa PiS postawiono „pod ścianą”: „albo Pan Jarosław Kaczyński to przyjmuje, albo fałszujemy już na całkowitej bezczelności wybory i doprowadzamy do małej wojny domowej w kraju, w którym absolutną władzę nad wojskiem, aparatem represji i sądownictwem sprawują brązowe buty”.
    Mam inne zdanie na ten temat i sądzę, że wystarczyła wizja „zwycięstwa” PiS, by ten pan poszedł na daleko idące ustępstwa i uzgodnienia.
    Szantaż nie był potrzebny i taka teza wydaje się mało wiarygodna.
    Jeśli (jak Pan wcześniej zapewniał) –„ szybko szukano rozwiązań, które zmniejszyłyby rozmiary nadchodzącej nieuchronnej porażki”, jakże chłopcy w brązowych butach mogli szermować groźbą doprowadzenia do „małej wojny domowej” lub straszyć „absolutną władzą nad wojskiem, aparatem represji i sądownictwem”? Kto by im uwierzył?
    Taka teoria przypomina mi natomiast zapewnienia orłów koncesjonowanej „opozycji demokratycznej” z przełomu lat 80/90, którzy chlając wódę z Kiszczakiem i pomniejszymi łotrami, zapewniali otumanionych Polaków, że „dogadanie się” z bandytami uchroniło nas od narodowych klęsk i straszliwych pułapek.
    Miłe dla ucha, ale głęboko fałszywe

    Nie jestem przekonany, czy w ogóle istnieje potrzeba dywagowania o przyczynach zachowania pana Kaczyńskiego, w zderzeniu z propozycjami „akuszerów” nowego rozdania.
    Po pierwsze dlatego, że zdani jesteśmy na wątłe przypuszczenia i chybotliwe spekulacje.
    Po drugie zaś, że jakakolwiek wersja – czy to dobrowolnego przyjęcia propozycji czy szantażu, jest kompletnie kompromitująca dla szefa PiS.
    Nie ma takiej pragmatyki partyjnej i takiej „strategii”, która w sytuacji zaistniałej w roku 2015 (a wcześniej w roku 2010) pozwalałaby przemilczeć przed Polakami okoliczności zamachu smoleńskiego lub kulisy powstania „dobrej zmiany”. Jeśli pan Kaczyński nigdy nie odważył się powiedzieć swoim wyborcom – w jakim kraju żyją i z kim mają do czynienia, lepiej, by nie zajmował się sprawami polskimi i nie tumanił nas mitologią demokracji.
    Przyznam, że nie imponują mi politycy "rozważni, zręczni, złotouści i koncyliacyjni".
    Wolę, by w miejsce tych wszystkich przymiotów nie brakowało im odwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że można tak stwierdzić bo to właśnie "skutki społeczne" tej kombinacji stały się wysoce problematyczne zwłaszcza w perspektywie zmian kadrowych w wywiadzie czy kontrwywiadzie wojskowym i bezcennym wzroście morale wśród oficerów.
      Ciągłe półprawdy i obojętność wobec ataków na ludzi, którzy walczą o całą prawdę ze wszystkich sił, osłabia pozycję Jarosława Kaczyńskiego jako wielkiego męża opatrznościowego. Nie dziwi jednak jego postawa polityczna ponieważ pan Kaczyński do tej pory opowiada się za tezą, że o zgrozo, magdalenka była dobrym rozwiązaniem.
      Myślę, że większość wyborców z klasy średniej, która wykazywała wyborczą apatyczność, uaktywniła się po "analizie" tych taśm. To właśnie Ci ludzie stanowili główny target. "Średnio rozgarnięci" nie chcieli się już identyfikować z PO-PSL, ale przecież w życiu z tego powodu nie ruszyliby do urn wyborczych. Na tych ludzi zadziałał inny czynnik nie związany bezpośrednio z polityką wewnętrzną kraju, która jest naszym centralnym tematem. Chodzi oczywiście o jasne stanowisko pana Kaczyńskiego wobec polityki migracyjnej UE.
      Dla mnie koncepcja wojenki domowej wydaje się bardzo realna i dla brązowych butów równie łatwa do przeprowadzenia co rekonstrukcja sceny politycznej na własne potrzeby, z tymże jest to inicjatywa obarczona większą niepewnością. "Szantaż" ale dotyczący konkretnie ludzi pana Kaczyńskiego i jego samego. Absolutnie nie chodziło mi o represje wobec narodu, czy jakieś inne "narodowe klęski" ale o realną możliwość przedstawienia zarzutu przekroczenia uprawnień albo jeszcze śmieszniejszego zarzutu popełnienia przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów i skazania pana Kaczyńskiego albo jego współpracowników, prawomocnym wyrokiem na karę bezwględnego więzienia. W kontekście procesu pana Kamińskiego, Wąsika, Postka czy Brendla i ich późniejszego "ułaskawienia" przez Andrzeja Dudę nie wydaje mi się to jakimś bardzo wątłym przypuszczeniem. Przecież te kuriozalne wyroki w I instancjach musiały być ważnym elementem przetargowym.
      Zgodzę się co do pewnej bezsensowności naszych dywagacji wobec przyjętej przez lidera Zjednoczonej Prawicy postawy świadomego uwiarygadniania mitologii demokracji w oczach Polaków. Jednak w mojej opinii (w bieżącej sytuacji podkreślam) na polaryzacji prezesa i szefa MONu zyskują w pewnym sensie śmiertelni wrogowie Polski. Na ten moment naszym nadrzędnym celem powinno być tworzenie potężnej tarczy antydezinformacyjnej dla wiadomego ministra żeby ręka zadrżała każdemu kto zechce go strącić ze stanowiska. Oczywiście nie apeluję do pana Gospodarza, który już wykonuje tytaniczną pracę, tylko bardziej do reszty Przyjaciół-komentatorów. Wykorzystajmy to, że zwolennicy "strony zła" są zdecydowanie mniej błyskotliwi, a znacznie bardziej naiwni niż każdy Przyjaciel-komentator bezdekretu. Chodzi mi przede wszystkim o inteligentną neutralizację wszelkich zagrożeń wynikających z wojny hybrydowej prowadzonej bezczelnie w naszym państwie, jak na jakiejś ziemi niczyjej. Wirtualny komsomoł hańbi na naszych oczach naród Polski. Nikt o mentalności kacapskiej nie ma prawa naruszać naszej ziemi, nawet wirtualnie. Pamiętajmy proszę ile już polskiej krwi ta święta ziemia przyjęła.

      Usuń
  33. Pytania: Dlaczego polskie służby nie mogą zneutralizować "starych Kiejkutów"? Są za słabe? Jakich mielibyśmy sojuszników ze strony innych "zaprzyjaźnionych" służb? Kto personalnie z PiS-u jest zdolny do przeprowadzenia takiej operacji? Czy ktoś w ogóle chce? Czy można to zrobić? Kiedy to zrobimy?

    OdpowiedzUsuń
  34. Cytat:" z partią pana Kaczyńskiego nie wiąże takich nadziei i uważam ją za formację systemową, która jedynie pozoruje zmiany w obszarze sukcesji komunistycznej." Jeśli tezę uznać za prawdziwą, to pana Macierewicza należałoby uznać za głównego przeciwnika J. Kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  35. ANEKS

    Krzysztof Łapiński pytany dzisiaj w RMF FM, czy aneks WSI zostanie ujawniony, odpowiedział: "To jest decyzja prezydenta. Na razie prezydent podtrzymuje decyzję śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który nie zdecydował się na ujawnienie tego aneksu. Natomiast wypadałoby, żeby szef SKW troszeczkę miarkował się w słowach".

    Panie Aleksandrze,

    1. Jątrzyciel / prowokator prezydencki oraz jego pryncypał są - w moim przekonaniu - ostatnimi osobami, które mają prawo powoływać się na śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tym bardziej, że powołują się nań bezczelnie kłamiąc. Lech Kaczyński zamierzał bowiem Aneks opublikować. Musiał go jednak "dostosować do wymagań" TK. Nie zdążył. 10 kwietnia 2010 zamordowano Go w zamachu smoleńskim.

    2. Pozostaje pytanie, czy zgodnie z przytaczaną na Pańskim TT "sugestią" stowarzyszenia SOWA, dokument nie został zniszczony podczas kadencji B. Komorowskiego.

    Aleksander Ścios‏ @SciosBezdekretu

    Szef SKW - "Wszystkie prośby o zwrot aneksu były bezskuteczne"- http://niezalezna.pl/205532-szef-skw-zdradza-quotgazecie-polskiejquot-w-czerwcu-wystapilem-do-prezydenta-o-aneks-z-weryfikacji-wsi … To obstrukcja @AndrzejDuda czy ukryta informacja o zniszczeniu dokumentu?


    Podobne wątpliwości wyraża w dzisiejszym wywiadzie dla 'wP' - klik - pan premier J. Olszewski: - Nie wiem, czy raport jest w dyspozycji prezydenta.

    Niestety, na zakończenie dodaje bardzo (moim zdaniem) niefortunnie:

    Przyjmijmy, że aneks jest w kancelarii prezydenta. Co by pan doradził głowie państwa w sprawie odtajnienia dokumentu?

    Przeczytać i zastanowić się nad jego ogłoszeniem. W tym momencie jest to element czysto historyczny, w tamtym czasie miał inne znaczenie niż obecnie.


    ========

    To skandal, że po przeszło 2 latach nie uzyskaliśmy od prezydenta Dudy odpowiedzi na pytanie, czy Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI nadal znajduje się w prezydenckim sejfie.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  36. Pani Urszulo,

    Dobrze, że przypomniała Pani o wypowiedziach premiera Olszewskiego, bo w tym krótkim wywiadzie można odczytać arcyciekawą sugestię.
    Sformułowaną dwukrotnie, w słowach: „Nie wiem, czy raport jest w dyspozycji prezydenta. Nie mam wiedzy, czy został mu przekazany i czy odnalazł się po kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego” oraz „Może szef SKW wie coś na ten temat”.
    Za rzecz znamienną uważam towarzyszące tym słowom „podpowiedzi” redaktora wPolityce, który usilnie starał się przekonać czytelników, że aneks jednak istnieje: „Na tej podstawie można domniemywać, że prezydent ma dokument”, „Przyjmijmy, że aneks jest w kancelarii prezydenta”.

    https://wpolityce.pl/polityka/361807-trzy-pytania-do-premiera-olszewskiego-o-aneks-do-raportu-wsi-nie-wiem-czy-odnalazl-sie-po-kadencji-prezydenta-komorowskiego

    Skonfrontujmy sugestie premiera Olszewskiego z informacją przekazaną przez szefa SKW, który w czerwcu tego roku zwrócił się ponownie do prezydenta o zwrot Aneksu, uzasadniając tę prośbę dyspozycją art 70d. 2. Ustawy z dnia 14 grudnia 2006 r. o zmianie ustawy - Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego. Artykuł ten brzmi:
    „Jeżeli nowe okoliczności, które powinny zostać objęte Raportem lub wpływają na jego treść, zostaną ujawnione w toku działalności SKW lub SWW po zakończeniu działalności Komisji Weryfikacyjnej, uzupełnienie Raportu sporządzane jest odpowiednio przez Szefa SKW lub Szefa SWW, niezwłocznie po ujawnieniu nowych okoliczności”.
    Po to, by nastąpiło uzupełnienie Raportu, czyli sporządzenie kolejnego aneksu (do czego szefowie SKW i SWW są zobowiązani na mocy ustawy), trzeba by mieli oni dostęp do treści poprzedniego uzupełnienia.
    To bardzo ważna okoliczność, ponieważ brak dostępu do tego dokumentu uniemożliwia dokonanie tej czynności, a zatem stanowi przeszkodę skutkującą niewykonaniem postanowień ustawy z 14 grudnia 2006 roku.
    Informacja przekazana przez szefa SKW, iż od grudnia 2015 roku prezydent Duda nie udzielił żadnej odpowiedzi na prośbę o zwrot Aneksu, oznacza w istocie, że „strażnik konstytucji i porządku prawnego III RP” łamie prawo i działa wbrew treści tej ustawy.
    Warto zauważyć, że właśnie w tym temacie – związanym z ustawami dotyczącymi likwidacji i weryfikacji WSI, pan Duda, tak chętnie szermujący sloganami na temat praworządności, sam ma poważne problemy z przestrzeganiem prawa.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiele miesięcy temu przypominałem o innym przepisie, z którym pan prezydent jest wyraźnie „na bakier”.
      Otóż ustawa z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego” mówi wyraźnie:
      „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, podaje Raport do publicznej wiadomości w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”. Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o podaniu Raportu do publicznej wiadomości jest równoznaczne ze zniesieniem klauzuli tajności w rozumieniu art. 21 ust. 1 i 3 ustawy z dnia 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych”.

      Oznacza to że Raport oraz jego uzupełnienia (aneksy) muszą być opublikowane przez Prezydenta RP. Przepis ten nie zawiera trybu warunkowego lecz nakłada na prezydenta obowiązek publikacji tego typu materiałów i wręcz wymusza ich ujawnienie.
      Ten przepis był podnoszony przez PiS w latach ubiegłych, gdy naruszenie prawa dotyczyło B. Komorowskiego. Po nowym rozdaniu z roku 2015 natychmiast o nim zapomniano i dziś nikt nie ma odwagi (co ważne – nawet „totalna opozycja”) stwierdzić, że pan Duda kpi sobie z zapisów ustawy.

      Dlaczego sugestie premiera Olszewskiego i brak reakcji na wystąpienia szefa SKW trzeba uznać za niezwykle niepokojące?
      Przypominałem już, że podczas prac prowadzonych przez MON w roku 2012 nad nowelizacją ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego pojawiło się wielostronicowe stanowisko stowarzyszenia „SOWA” z dnia 28 listopada 2012 roku. W nim zaś, ludzie b. WSI zawarli interesujące sugestie i propozycje:
      „Sprawa istniejącego problemu związanego z Aneksem powinna znaleźć się w treści dokumentu: „Założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy…”. Istnieją dwa sensowne rozwiązania tego problemu.
      Pierwsze: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku.
      Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”.

      cdn

      Usuń
    2. Wprawdzie postulat „SOWY” nie został uwzględniony i do noweli ustawy nie wprowadzono zapisów dotyczących postępowania z aneksem, nie sposób wykluczyć, że z „dobrej rady” ludzi WSI nie skorzystał Bronisław Komorowski.
      Jeśli tak się stało i podczas kadencji BK doszło do zniszczenia Aneksu, byłoby to poważnym przestępstwem. Myślę, że nawet przy przychylności mafii sądowej, Komorowski nie miałby szans uniknięcia odpowiedzialności karnej.

      Czy można zatem wyobrazić sobie sytuację, w której następca lokatora Belwederu, skierowany na to stanowisko w sposób budzący poważne wątpliwości, co do okoliczności i rzeczywistych decydentów, będzie „krył” potencjalnego sprawcę zniszczenia tajnego dokumentu?
      Czy taka kwestia mogła być tematem uzgodnień między ustępujący i przyszłym prezydentem?
      W czerwcu 2015 roku, Antonii Macierewicz mocno podkreślał- „Gdyby się okazało, że dokument już nie istnieje, to sankcje prawne na osoby, które tego nie dopilnowały są bardzo surowe”.

      Jeśli brać po uwagę zachowania Andrzeja Dudy i jego urzędników, którzy od początku tej kadencji konsekwentnie odmawiają odpowiedzi na pytanie: czy Aneks jest w posiadaniu prezydenta, jeśli pamiętać o odmowie udostępnienia Aneksu prokuraturze (styczeń 2016) oraz postawie pana Dudy wobec prośby szefa SKW – takie podejrzenie nie jest pozbawione sensu.
      Przypomnę, że Stowarzyszenie Blogmedia24, po wielomiesięcznych bojach z prezydenckim urzędnikiem (dyr. Biura Prawa i Ustroju) A. Dorszem ( w KP od czasów Jaruzelskiego) i wysyłaniu szeregu próśb o dostęp do informacji publicznej, uzyskało w listopadzie 2015 odpowiedź, z której wynikało tylko tyle, iż w r.2007 minister Macierewicz przekazał Aneks prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.
      Ani Dorsz, ani żaden urzędnik KP ( o samym prezydencie nie wspominając) nigdy nie przyznali, że tajny dokument znajduje się w prezydenckim sejfie.
      W roku 2015, prof. Zybertowicz zapytany o to, czy Aneks znajduje się w Kancelarii Prezydenta, odpowiedział- „odmawiam udzielenia odpowiedzi na to pytanie” i odesłał pytających do ministra Solocha. Tenże zaś, na to samo pytanie, odparł: „w kancelarii tajnej nie ma aneksu, o który panowie pytają. Nie ma go na terenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego”.
      Niewiele osób rozumiało, że Soloch nie udzielił odpowiedzi lecz zbył ją tzw. „oczywistą oczywistością”. W BBN nie mogło być Aneksu, bo jedynym miejscem, w którym może znajdować ten dokument jest wyłącznie tajny sejf prezydenta.
      PO dwóch latach „dobrej zmiany” i prezydentury „naszego” A. Dudy, nie mamy więc cienia pewności, że Aneks w ogóle istnieje.
      Podejrzenia, że mógł zostać zniszczony, rodzą bardzo poważne implikacje.
      Wymienię tylko jedną z możliwych i chyba najgroźniejszą.
      Jeśli pan Duda został poinformowany przez BK o braku dokumentu i wyraził zgodę na ukrywanie tego faktu, stałby się zakładnikiem lokatora Belwederu i jego środowiska. Już od dnia zawarcia takiego paktu.
      Jeśli zaś pan Duda dostrzegł brak Aneksu dopiero po objęciu stanowiska i do tej chwili nie poinformował o tym odpowiednich organów, nie tylko byłby zakładnikiem układu b. WSI, ale stałby się winnym ukrywania poważnego przestępstwa.

      Pozdrawiam Panią serdecznie

      Usuń
  37. Pani Urszulo/Panie Aleksandrze,

    a mnie ciekawi, na ile zniszczenie Aneksu (przez Komorowskiego - to chyba nie ulega już wątpliwości) mogło być skuteczne. No bo przecież Aneks nie był chyba pisany gęsim piórem na pergaminie, tylko powstawał przy wykorzystaniu komputera. A jak uczy doświadczenie, co raz znalazło się w komputerze, tego już tak łatwo się nie da wymazać ze świata. Bardzo bym się zdziwił, gdyby się okazało, że żadna kopia Aneksu nie ocalała. (A jeszcze przecież widziało go dość liczne grono osób - czy nikt go nie skopiował?)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet rękopisy nie płoną, Panie Wężu, a co dopiero nośniki komputerowe! :)

      Poza tym mózg ludzki ma tę wspaniałą właściwość, że się nic z niego wymazać nie da. Nie widzę więc problemu z odtworzeniem dokumentu, tylko w tym, czy odtworzony będzie można zalegalizować. Tylko że na tym się zupełnie nie znam, bo to są sztuczki prawników - prestidigitatorów. Może Pan Aleksander będzie wiedział?

      Pozdrawiam serdecznie obu Panów

      Usuń
    2. Wąż Wystygły,

      Na forach internetowych dość powszechne jest przeświadczenie (wyrażone też w Pańskim komentarzu), jakoby istniały jakieś kopie Aneksu lub (nawet) były on w posiadaniu ministra Macierewicza bądź członków Komisji Weryfikacyjnej WSI.
      To głęboko błędne wyobrażenie i gdyby zawierało cień prawdy, znaczyłoby to, że minister Macierewicz lub członkowie Komisji złamali prawo i sporządzili jakieś dodatkowe egzemplarze tajnego dokumentu.
      Przypomnę, że ten właśnie zarzut - ujawnienia i handlu Aneksem, był w latach 2007-2008 tłem afery marszałkowej. Współpracujący ze służbami funkcjonariusze medialni, zwani"dziennikarzami" rozpisywali się wówczas, jakoby "na mieście" pojawiały się oferty sprzedaży Aneksu, a dwa egzemplarze "zostały "wyniesione" z Kancelarii Premiera na dzień przed zaprzysiężeniem rządu Donalda Tuska.
      Jeśli dziś ktoś twierdzi, jakoby ocalały jakieś "kopie aneksu", jest w tym pokłosie tamtej kampanii dezinformacyjnej.

      By przeciąć dywagacje związane z tym tematem, ponownie zacytuję wypowiedź Antoniego Macierewicza z czerwca 2015 roku:
      "Czy raport WSI istnieje tego nie wiem. Wiem, że istniał do 10 kwietnia 2010 roku, istniał też do momentu objęcia Pałacu Prezydenckiego przez Bronisława Komorowskiego.
      Co się z nim stało później – trudno powiedzieć. Istnieje wiele spekulacji, podobno mieli go oglądać dawni koledzy z WSI.
      Liczę na to, ze rzeczywiście istnieje, bo istniał tylko w jednym egzemplarzu, wszystkie kopie, poza prezydenckim egzemplarzem, zgodnie z przepisami, zostały zniszczone".

      Warto więc powtórzyć: "[Aneks] istniał tylko w jednym egzemplarzu, wszystkie kopie, poza prezydenckim egzemplarzem, zgodnie z przepisami, zostały zniszczone".

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
    3. Pani Urszulo,

      Aneks liczy ponad 800 stron. Wprawdzie jest taki film fabularny, w którym główny bohater odtwarza z pamięci całe Pismo Święte, to nie sądzę, by w świecie realnym, możliwa była rekonstrukcja tajnego dokumentu, tylko na podstawie treści zapamiętanych przez Antoniego Macierewicz lub członków Komisji Weryfikacyjnej WSI.
      Co więcej - nie bardzo wiem, w jakim trybie można byłoby "zalegalizować" taki dokument.
      Obawiam się, że nie ma takiej możliwości.

      Realne może być jedynie opublikowanie Aneksu przez prezydenta lub sporządzenie kolejnego uzupełnienia (aneksu) do Raportu z Weryfikacji WSI przez szefów SKW i SWW.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    4. - "A waćpan skąd wiesz, kiedy ciemno? " - chodzi mi o te "800 stron" ;-)

      - No to się w razie czego napisze po raz drugi, przy okazji aktualizując.

      Pozdrawiam mile

      Usuń
    5. Oj, Pani Urszulo,tak właśnie powstają mity o "tajnej wiedzy" Ściosa:)
      Informacji o tych 800 stronach nie wygrzebałem z własnej pamięci lecz powiedział nam o tym minister Macierewicz:
      " Jak ocenił Macierewicz, wystąpienie o zwrot dokumentu "zapewne oznacza, że SKW nie posiada tak precyzyjnych informacji, jakie zawarte są w aneksie". "Z tego co wiem, w tym wypadku rzecz jest niesłychanie poważna, dotyczy naprawdę zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa" - mówił minister. Zaznaczył, ze on sam jest jego autorem, ale tylko "mniej więcej go pamięta".
      Przypomniał, że dokument liczy ponad 800 stron".

      http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1123289,macierewicz-prezydent-powinien-zwrocic-skw-aneks-do-raportu-z-weryfikacji-wsi.html

      Ot, cała tajemnica.


      Usuń
    6. Proszę nie narzekać, wszystko się pięknie wyjaśniło, więc chyba dobrze że zapytałam? :))

      Usuń
  38. Aluzju paniał, jak mawiają "Francuzi".

    OdpowiedzUsuń
  39. Witam,

    nie daje mi spokoju fragment tekstu Pana śCiosa :

    "Dziś wiemy, że wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, była wydarzeniem nieweryfikowalnym - w tym sensie, że nie mogła wynikać z analizy ujawnionych zachowań głównych graczy i nie można było jej zaakceptować (przewidzieć) na podstawie wiedzy o istniejących mechanizmach."

    W nawiązaniu do tezy Pana Aleksandra:

    "W III RP tzw. sondaże, są projekcją intencji tych, którzy je sporządzają. Maja za zadanie powiedzieć Polakom - co i jak powinni myśleć."


    oraz w zestawieniu z wynikami z ostatnich 9 miesięcy

    http://wybory.millwardbrown.com/prezydent-polski-wybory-2015


    pokusiłbym się o stwierdzenie, że sygnały były. Jednak na tamten czas i ogrom propagandy, zostały przeoczone.


    Pozdrawiam

    Ryszard

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryszard X,

      Twierdzenie -"sygnały były. Jednak na tamten czas i ogrom propagandy, zostały przeoczone" - jest sensowne o tyle, że śmiało można je wypowiedzieć z perspektywy dwóch lat od "nowego rozdania".
      Byłoby bezcenne, gdyby sformułować je i przyjąć w roku 2015.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Niestety po raz kolejny za późno wyciągnięto wnioski. Wstyd mi, że przyłożyłem do tego rękę. Choć Pańskie pytania "dlaczego" powinny być wtedy jak nieustępujący ból zęba. Może to skłoniłoby do głośnego zadawania pytań o Smoleńsk, o Świętego Jerzego, o rozliczenie POPSuLi, o aneks. Mam wrażenie, że nie pytano o te kwestie, aby "nie psuć słupków poparcia" i nie ruszać tematów, które odbierały procenty poparcia - a taka postawa to znakomity efekt medialnych terrorystów.

      Staram się to naprawiać tam gdzie mogę i korzystając z wiedzy z tego blogu, mówić o tym, co to za "dobra zmiana" i kim naprawdę jest kolejny lokator belwederu.

      W 2015 roku mówienie o tym, co wiemy dziś, spotkałoby się z... wiadomo.

      Wniosek na dziś z "niezależnych" sondaży i równie "niezależnych" portali prawicowych jest taki, że "konsumpcja" porozumienia trwa w najlepsze. Oby się udławili. Wszyscy kochają PiS i prezydenta, a parasol medialny dobrze sprawuje swoją funkcję.

      Cóż, czeka nas długi marsz. Nasza naiwność i obojętność na sprawy Polski wydłużają Drogę.

      "Bądź wierny. Idź!"


      Pozdrawiam

      Usuń
  40. Konkrety na stół.Konkrety jak dla mnie to przeglądarka (taka sama jak przy raporcie z weryfikacji WSI) plus wyodrębnienie części pierwotnej i części zaktualizowanej.Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  41. Antoni Callahan,

    Nie mam możliwości edytowania Pańskich komentarzy, zatem chcąc uwzględnić prośbę zawartą "w nawiasie", musiałem usunąć cały tekst.
    Zamieszczam fragment, który pozwolił Pan opublikować:

    Antoni Callahan13 października 2017 22:40
    Nie ma najmniejszych wątpliwości, że aneks istnieje. Jedyna wersja ma się dobrze w sejfie pana Andrzeja Dudy. Tylko totalny głupiec mógłby go zniszczyć, a o to nie podejrzewałbym nawet Komorowskiego. Co więcej, jestem przekonany, że trwa nowa kombinacja mająca na celu takie przedstawienie aneksu, które w sposób ewidentny skompromitowałoby szefa MON. Media publiczne nawet te "narodowe" są już powoli (poprzez zmiany kadrowe) przygotowywane do tej operacji. Wszyscy wiemy czym skończyła się publikacja głównego Raportu o działaniach WSI. Dlatego pan Bączek, z pewnością za radą pana Macierewicza podjął już w czerwcu 2017 próbę odzyskania raportu, jeszcze przed próbami reformy SN/KRS(!), aby niemożliwa była gra tym aneksem. Z tego powodu tak bardzo się obawiam bo właściwie szef MON nie ma odpowiednio silnego środka medialnego aby się przed tą podłą intrygą skutecznie obronić. Dlatego bardzo apeluję do pana Gospodarza aby rozważył moją tezę. Nie chcę publicznie przedstawiać ewentualnych możliwości wykorzystania (w tym rozdaniu) aneksu przeciwko jego autorom z wiadomych powodów."


    Rozumiem, że tym komentarzem nawiązuje Pan do swojego wcześniejszego apelu "o inteligentną neutralizację wszelkich zagrożeń wynikających z wojny hybrydowej prowadzonej bezczelnie w naszym państwie, jak na jakiejś ziemi niczyjej".
    Mam nadzieję, że choć w niewielkim stopniu wykonuję na blogu robotę związaną z neutralizacją zagrożeń, a jeśli zechce Pan ją wesprzeć swoimi wypowiedziami, chętnie przyjmę taką formę pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  42. Pan Andrzej Duda zdaje sobie sprawę z tego, że musi opublikować aneks bo przegra wybory z kandydatem totalitarnych bez wyraźnego poparcia ze strony PISu, a każdy dzień zwłoki z publikacją jest korzystny dla szefa MON, czyli śmiertelnego wroga Dudy. Im większa będzie antagonizacja względem Andrzeja Dudy przez Jarosława Kaczyńskiego tym mniejsza szansa na nieopublikowanie aneksu. Brązowe buty realizują właśnie próby deprecjonowania zawartości aneksu poprzez tezy jakoby śp. Lech Kaczyński w bodajże ostatnim udzielonym wywiadzie stwierdził, że związki przyczynowo-skutkowe zawarte w aneksie nie mają zbyt dużej wartości dowodowej. W moim odczuciu akurat wartość dowodowa nikogo już po 10 latach nie powinna zbytnio interesować, oprócz prokuratury. Oczywiście możemy się spodziewać dalszych prób przedstawienia aneksu jako nic nie wartego zlepku faktów, z których nic nie wynika, a jego autorzy to zwykli nienawistni nowinkarze. Po odpowiedniej obróbce medialnej oraz po anonimizacji nie tylko osób trzecich ale większości wymienionych w aneksie dojdzie do jego publikacji w formie, która wystarczającą ilość naiwnych wyborców Dudy/PISu w pełni zadowoli, a temat zniknie na kolejnych 10 lat. Podobna nieco sytuacja w mniejszej skali miała miejsce ze zbiorem "Z".

    Dlatego powinniśmy żądać albo zwrotu aneksu do SKW albo publikacji pełnej treści, bez jakiegokolwiek "korektora", a ewentualną wartość dowodową oddać do oceny prokuraturze generalnej, następnie postawić mądre zarzuty i przeprowadzić uczciwe procesy, z oczywistą koniecznością zmierzenia się z dokładnie tymi samymi atakami co przy publikacji głównego raportu. Telewizja pana Kurskiego najprawdopodobniej wykaże tchórzostwo poprzez tymczasowe uciszenie dziennikarzy takich jak Michał Rachoń i jedynym poważnym ośrodkiem wsparcia szefa MON, podczas kampanii nienawiści, okaże się jak zawsze Radio Maryja. Obawiam się, że to może być zdecydowanie za mało dla ochrony dobrego imienia pana Macierewicza oraz pozostałych autorów aneksu.

    Jak już wspominałem, wykonuje Pan niezwykłą i bardzo niebezpieczną robotę. Gdyby nie Pana tezy to 99% "publicystów" prawicowych nie wiedziałaby co myśleć i co czynić poza służalczością wobec PISu. Funkcjonuję w trochę innym środowisku ale też staram się wykonywać antykomunistyczną robotę, a Pana artykuły są dla mnie wspaniałym politycznym drogowskazem ku prawdzie. Internet to bardzo potężne narzędzie wpływu, które jest naszą jedyną bronią w walce ze złem. Dopóki nie zaczniemy w sposób bardzo precyzyjny wyprzedzać w wirtualnym świecie tych zbrodniarzy oraz te kroki demaskować to nadal będą oni rozgrywać Polaków na miliardy złotych czyniąc Polskę swoim prywatnym folwarkiem, w którym mogą każdego zgładzić. W podobny sposób działaliśmy przecież w 1920, dzięki dobremu wywiadowi znaliśmy każdy krok ruskich i atakowaliśmy ze zdwojoną siłą. Nie mamy do dyspozycji tylu pieniędzy ukradzionych Polakom ale mamy coś znacznie potężniejszego. Czwarte błogosławieństwo z "Kazania na górze"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Antoni Callahan

      Pozwoliłam sobie wyodrębnić jedno zdanie z Pańskiego komentarza, ponieważ takie oczywistości zwykle (milcząco) przyjmujemy, ale rzadko je sobie w pełni uświadamiamy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. @Callahan
      "Jak już wspominałem, wykonuje Pan niezwykłą i bardzo niebezpieczną robotę"
      P.T.Ścios wykonuje niezwykłą, dobrą robotę - rzecz bez dwóch zdań ale dlaczego niebezpieczną, i to nawet bardzo?
      Ja tam jestem zwykłym zjadaczem ... ale to jakoś w dziwnej tonacji zagrane.
      Przecież - koniec końców - nie żyjemy w faszyzmie. Czy to aby nie zawoalowana groźba?

      Tak tylko spytałem...

      Usuń
  43. !!!

    GDYBY NIE TEZY A. ŚCIOSA, TO 99% "PRAWICOWYCH PUBLICYSTÓW" NIE WIEDZIAŁOBY CO MYŚLEĆ I CO CZYNIĆ POZA SŁUŻALCZOŚCIĄ WOBEC PiS.

    OdpowiedzUsuń
  44. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Dziękuję za tekst. Mam pytanie do pewnego stopnia związane z jego treścią. W ostatnim czasie popularność zdobywa film "Botoks" Patryka Vegi. Jednocześnie stowarzyszenia obrońców życia zapowiadają inicjatywę ustawodawczą dot. zakazu aborcji eugenicznej. Film obejrzało ponad milion widzów. Przedstawia w brutalnych obrazach śmierć dzieci. Dodam, że popieram inicjatywę i chcę obrony życia. Martwi mnie co innego, poparcie, nim rzecz rozpowszechniła się w mediach, zadeklarował dla projektu p. A. Duda. Przy tej okazji pojawia się pytanie, dlaczego sam nie podjął takowej przez 2 lata? Czy możliwe jest, że mamy tutaj do czynienia z próbą legendowania prezydenta w oczach nieroztropnych katolików? P. Vega zasłynął również z filmu "Służby specjalne". W jednym z wywiadów wprost bronił środowiska WSI, przyznając, że obraz/scenariusz konsultował z funkcjonariuszami służb (nie powiedział jakich z tego co pamiętam). Teraz ma sławę nawróconego, ale szczegółów nie znamy. Podobnie poglądów na temat Antoniego Macierewicza. W filmie Antoni Macierewicz został przedstawiony jako mściciel, ujawniający "agentów" niszczyciel Polski, do tego w nieprzyjemny sposób, słowem dezinformacja. Przy takiej legendzie, obrońcy życia, łatwiej chyba pozbyć się ministra obrony narodowej?

    Oczywiście spekuluję, szukam hipotezy.

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro gwiazdka komunistycznego Kgb pułkownik Putin został wykreowany na obrońce wiary prawosławnej, Cerkwi i prawicowego polityka, to tym łatwiej przychodzi to w Polsce z ludzi pokroju Kukiz, Vega, stonoga itd.. robić nawróconych prawicowców. A pewnie ten wysyp takich postaci dopiero przed nami..

      Usuń
  45. Przeglądam Twittera AŚ:

    1. Najważniejsze: ANEKS JEST! - informacja od prof. Cenckiewicza, szefa WBH

    2. Pytanie AŚ: "Skoro Kaczyński potwierdza, że w/s sądów ma być wg. woli @AndrzejDuda - po co było odgrywać farsę "negocjacji"?

    Odpowiedź pani Małgorzaty Jasińskiej: "bo tak lubi..." - PEREŁKA! :)

    3. BBN-Soloch, czyli: pan [który] bywa „uruchamiany” tylko wówczas, gdy trzeba obwieścić wolę środowiska belwederskiego © AŚ - od samego rana łże i insynuuje, tym razem nie w rmf.fm, tylko w Radiowej Trójce => LINK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      Informacja podana przez pana Cenckiewicza, jest arcyważna.
      Zwrócę jednak uwagę, że dopiero potwierdzenie tego faktu przez Kancelarię Prezydenta, może być traktowane jako oficjalne potwierdzenie istnienia tajnego dokumentu.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  46. Antoni Callahan,

    Nie chcę spekulować, jaki jest stan świadomości pana prezydenta, ale uważam, że nie musi on odczuwać obaw z powodu „braku wyraźnego poparcia ze strony PiS-u”.
    Partia pana Kaczyńskiego poprze Dudę na drugą kadencję, a zapowiedź takiej decyzji niosą też słowa prezesa PiS, wypowiedziane podczas Zjazdu Klubów GP- „Żeby Polskę zmienić do końca po latach komuny i III RP potrzeba wielu lat, co najmniej trzech kadencji”.
    Oznacza to, że J. Kaczyński proponuje swoim wyborcom, by przez kolejną dekadę wyznawali wiarę w mądrość prezesa, popierali jego wybrańców, płacili klakierom i partyjnym żurnalistom i cierpliwie czekali, aż wywietrzeją im z głów brednie o demokracji III RP. Ta myśl – o potrzebie co najmniej trzech kadencji, będzie odtąd często powtarzana i posłuży wyznawcom PiS jako „mocny argument” na usprawiedliwienie wszelkiego nieróbstwa, zaniechań i zdrady.
    Inna wypowiedź Kaczyńskiego – „Chcę postawić sprawę jasno. My przyjęliśmy bardzo wiele, właściwie wszystkie główne postulaty prezydenta, tylko w pewnych szczegółowych sprawach wprowadziliśmy zmiany” – doskonale (i po raz kolejny) potwierdza, że prawdziwym ośrodkiem decyzyjnym jest środowisko prezydenckie i cały obszar „dobrej zmiany” zostanie podporządkowany woli pana Dudy.
    Gdyby wyborcy tego pana byli ludźmi świadomymi, zapytaliby – jakim prawem tych dwóch małych macherów odgrywa przed nami szopkę z „konsultacjami”, skoro i tak wiadomo, że o wszystkim zdecydują „prowadzący”?
    Kto postawił na czele państwa człowieka, który zadrwił z nadziei milinów Polaków i wybrał podległość akuszerom nowego rozdania?
    Dlatego nie sądzę, by A. Duda, mógł być w jakikolwiek sposób zmuszony do publikacji Aneksu. Jeśli w tej grze istnieją jakieś komprmateriały, są one po stronie tych, którzy zdecydowali o rozdaniu z roku 2015.
    Ani Kaczyński ani żaden inny polityk PiS nie ma narzędzi, by zmusić prezydenta do ujawnienia tajnego dokumentu. Zresztą, po co mieliby to czynić, skoro stan obecny odpowiada „strategii” przyjętej przez Kaczyńskiego?
    Nie jest oczywiście wykluczone, że w okresie przedwyborczym zobaczymy kombinację pt. ujawniamy Aneks. Ośrodki propagandy III RP, ale też sam PiS, mają długą tradycję w fałszowaniu lub przemilczaniu takich treści.
    Przypomnę, że w roku 2007 mieliśmy do czynienia ze złożoną grą operacyjną służącą zdyskredytowaniu Raportu z Weryfikacji WSI.
    Związane z nią działania podjęto natychmiast po opublikowaniu Raportu w Monitorze Polskim, co nastąpiło 16 lutego 2007r.
    Następnego dnia,17 lutego, zamieszczono w „głównych mediach” tzw. sondaż, z którego wynikało, jakoby 44,9 proc. Polaków oceniało dokument jako całkowicie niewiarygodny, zaś 59,3 proc. twierdziło, że "likwidacja WSI pogorszy sytuację w kraju".
    Trudno o bardziej rażący przykład manipulacji. Jest oczywiste, że nikt z owych "ankietowanych" nie mógł nawet pobieżnie przeczytać ponad 400- stronicowego dokumentu, a tym bardziej mieć opinii na tak złożony temat. Zdecydowana większość Polaków nigdy nie zapoznała się nawet ze wstępem do Raportu, o zawartości dokumentu nie wspominając.
    Do zmasowanej operacji medialnej zaangażowano wówczas nie tylko byłych żołnierzy WSI (M.Dukaczewski nie wychodził ze studia) ale całe zastępy dyżurnych "autorytetów" i funkcjonariuszy medialnych.
    Ponieważ partia pana Kaczyńskiego nie uczyniła wtedy nic, by nagłośnić i popularyzować treści zawarte w Raporcie, szybko osiągnięto stan, w którym byle półgłówek i ćwierćinteligent mógł dywagować o "kompromitacji" Antoniego Macierewicza lub dowodzić, że dokument nie zawiera ważnych treści.
    Miarą klęski, był wynik wyborów 2007 roku, w których zwyciężyło środowisko polityczne uwikłane we współpracę z wojskową bezpieką, a do władzy doszli negatywni bohaterzy Raportu.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można jednak wykluczyć, że przed drugą kadencją A. Dudy, jego środowisko zechce uwiarygodnić „namaszczonego” i na krótko „odpali” Aneks. W sposób bezpieczny i kontrolowany, co przy dyspozycyjności obecnych mediów nie stwarza żadnego problemu.
      Analogia do ZZ nie jest chyba właściwa, bo w przypadku tego zbioru, IPN poinformował, że „ponad 1500 jednostek archiwalnych pozostanie jednak na razie w zawieszeniu”. Problem w tym, że nikt ze szczęśliwych wyborców PiS nie zwrócił uwagi na taki szczegół. Bo nie nagłośnili go w „wolnych mediach”.
      Dziś środowisko prezydenckie, z premedytacją używa fałszywych argumentów na rzecz ukrywania Aneksu. Wypowiedź Solocha, w której sięgnął po dwa użyteczne łgarstwa, ujawnia też intencje A. Dudy.
      Szef BBN oświadczył bowiem:
      „Aneks jest tajny, jeżeli będą decyzje prezydenta jakiekolwiek w tym względzie, to będą one zakomunikowane, natomiast ja przypomnę opinię na temat aneksu śp. prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. Na przeszkodzie opublikowania treści aneksu stoi też wyrok Trybunału Konstytucyjnego i potrzebne byłyby niezbędne kroki legislacyjne, jeżeli taka decyzja miałaby zapaść”.

      Wprawdzie prezydent Lech Kaczyński nigdy nie deklarował, że nie opublikuje Aneksu (przeciwnie – usilnie do tego dążył i był zainteresowany dostosowaniem dokumentu do reguł narzuconych przez TK), to kłamstwo jest dziś główną linią obrony pana Dudy i jego towarzystwa. Poprzedza użycie kolejnej broni – zarzutu, jakoby domaganie się zwrotu dokumentu do SKW i przypominanie o sprawie przez ministra Macierewicza, miało wymiar „brudnej, politycznej gry”, wymierzonej w pana prezydenta. Myślę, że środowisko pana Dudy wkrótce sięgnie po takie dictum.

      Nie jest też prawdą, jakoby orzeczenie TK blokowało publikację lub przygotowanie Aneksu wymagało „kroków legislacyjnych”.
      W roku 2015 wyraźnie o tym mówili Antoni Macierewicz i Piotr Woyciechowski, zaś Sławomir Cenckiewicz przypomniał, że „aneks jest dostosowany do reguł, które prezydentowi narzucił Trybunał Konstytucyjny”. Chodzi o wymóg anonimizacji danych.
      Nie ma zatem żadnych, formalnych przeszkód, by Aneks został opublikowany.
      Z pewnością na moim blogu będę o tym pisał, ale też starał się sprostać sugestii wyrażonej w Pańskim komentarzu: „powinniśmy żądać albo zwrotu aneksu do SKW albo publikacji pełnej treści, bez jakiegokolwiek "korektora", a ewentualną wartość dowodową oddać do oceny prokuraturze generalnej, następnie postawić mądre zarzuty i przeprowadzić uczciwe procesy, z oczywistą koniecznością zmierzenia się z dokładnie tymi samymi atakami co przy publikacji głównego raportu”.
      Trzeba mieć świadomość, że tylko do pewnego momentu można liczyć na wsparcie wyborców PiS. Gdy między Dudą a Kaczyńskim zostanie ogłoszony stan „dialogu i porozumienia”, zaś temat Aneksu ulegnie wyciszeniu (to tylko kwestia czasu), zniknie on też ze świadomości odbiorców „wolnych mediów”.

      Usuń
    2. Dziękuję za życzliwą ocenę moich publikacji, jednak obawiam się, że stwierdzenie –„Gdyby nie Pana tezy to 99% "publicystów" prawicowych nie wiedziałaby co myśleć i co czynić poza służalczością wobec PISu” – jest mocno na wyrost.
      Ci ludzie, jeśli już zaglądają na mój blog lub czytają TT, robią z tego zgoła inny użytek i zdarza się, że po upływie miesięcy (czasem lat), przedstawiają znalezione tu refleksje jako własne.
      Pod warunkiem, że są w stanie zrozumieć, o czym rozmawiamy. Znam przynajmniej kilkanaście takich przypadków.
      Najczęściej jednak, wizyta na bezdekretu nie daje żadnych efektów, poza irytacją lub gniewem. To kwestia predyspozycji, zwykle intelektualnych. Większość z owych żurnalistów nigdy nie zdobędzie się na rozstanie z mitologią III RP, a jeszcze mniej zaryzykuje wykluczenie z towarzystwa, utratę dochodów i partyjnych fruktów.
      Dlatego mam ten komfort i pewność, że drogę długiego marszu przejdziemy bez nich.

      Usuń
  47. Rafael Pleson - Narodowość: Antysocjalista,

    Niewiele wydarzeń w III RP ma wymiar naturalnych i spontanicznych.
    Choć dąży się do takiego przedstawiania różnych procesów, to wiedza o mechanizmach funkcjonowania państwa, zbudowanego na pakcie ubeków i agentury, powinna chronić przed uleganiem mistyfikacji.
    Jak nie można nie dostrzec ukrytych celów kombinacji dezinformacyjnej pod nazwą „Ucho prezesa”, tak produkcje filmowe i zachowania tzw. „celebrytów” są wpisane w działania różnych grup wpływów i mogą służyć manipulowaniu opinią publiczną.
    Przykład „Psów” czy „Operacji Samum” W. Pasikowskiego, doskonale potwierdza to „służbowe” zadanie kultury III RP. Te filmy zrobiły w świadomości Polaków większe spustoszenie niż tysiące wydań „Trybuny Ludu”.
    Przedstawiona przez Pana hipoteza nie jest pozbawiona sensu, ponieważ pan prezydent silnie dba o tworzenie fałszywego (z definicji) „pijaru” i chętnie kreuje się na hiper katolika oraz obrońcę wartości chrześcijańskich. Produkcja Vegi może pomóc w tej kreacji, a „przysłonięcie” ustaw sądowych i Aneksu tematyką „obrony życia”, jest wręcz klasycznym ruchem z zakresu inżynierii społecznej.
    Ważną przesłanką jest z pewnością negatywny stosunek do ministra Macierewicza. Główni piewcy i sojusznicy pana Dudy ( jak np. Kukiz czy Gowin) charakteryzują się takim właśnie nastawieniem do szefa MON i ta cecha głęboko łączy ludzi skupionych wokół pana prezydenta.
    Jeśli chodzi o „legendowanie prezydenta w oczach nieroztropnych katolików”, to myślę, że przez dwa lata pozostawania pod szczelnym parasolem propagandystów, został on dostatecznie „zalegendowany”.
    Liczne doniesienia o obecności pana Dudy podczas uroczystości religijnych, okraszone zdjęciami klęczącego prezydenta, zrobiły swoje i w opinii znakomitej części naszych rodaków, ten pan zasługuje na miaro wzorcowego katolika.
    Poruszył Pan też temat, któremu zamierzam kiedyś poświęcić więcej miejsca. Chodzi o sztuczne (a nachalne) kreowanie rozmaitych nowych "autorytetów”, w czym specjalizują się prorządowe „wolne media”.
    Dziś robi się to z P. Vegą, ale ten sam proces dotyczy prof. Kika (autora słów „Kaczyński i Macierewicz dawno powinni siedzieć. Słabe państwo pozwala na zbyt wiele”), płk. SB Wrońskiego, byłej „gwiazdki’ SLD M.Ogórek, „nawróconego” blogera „matka kurka” i wielu innych.
    To m.in. dlatego, nigdy nie nazwę wolnymi mediami miejsc, które propagują takie persony, licząc na głupotę i amnezję odbiorców.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  48. Panie Aleksandrze,
    Nie wiem, czy Pan już o tym wie, ale w ostatnim tygodniku "Do rzeczy" Rafał Ziemkiewicz poświęcił Panu prawie całą stronę 28 w artykule "PiS i jego świrowisko". Sporo tam niedorzecznych rzeczy na temat Pana bloga ale autor przyznaje, że informacje na nim podawane po czasie okazywały się prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  49. Wszyscy ludzie reżimu Andrzeja D.i ich bliskie związki z WSI/TW/SB oraz ich organizacjami pro-milito-civili na sprzedajnym kursie chińsko-russko-eurokołchozowym. Wszyscy funkcjonariusze propagandowi i ich WSIowi stroiciele z magdalenkowego przekrętu.Wszyscy "światowi",nadterminowi.Przykład z BBN: od bolkowego Goryszewskiego po szogunat Solocha [https://bbn.gov.pl/pl/wydarzenia/4197,SzefowiepolskichthintankowBBN.html]Czyż jeden z thinktankowych "sobieskich" nie pełnił roli nadzorcy MON Macierewicza w czasie niedawnej wizyty w Wlk.Brytanii? Przykład z NRR:Gawin,funkcjonariusz Instytutu Wolności w skład zarządu którego wchodzi nadredaktor Janke (udostępniający łamów "saloonu" m.in. śpiochowi Szermietiewowi) oraz Ołdakowski,stronnik Bronisława K.Albo oligarcha A.Jarubas,który również wspiera(ł) Bronisława K. Reszta dyrektoriatu BBN/NRR zresztą również,bo nikt nie rzucił buławy po ujawnieniu bliskich związków uPADa z agenturą WSI/UW.Zresztą Szeremietiew również nie rzucił buławą,jakby to pozornie wyglądało z rezygnacji z pracy w ASzG,tylko raczej odchodzi na emeryturę,aby łatwiej pisać "niezależne" paszkwile.Kolejny przykład z kultury to tzw. Narodowy Instytut Wolności,coś na kształt "Od Albina do Gowina" w kulturze.Wystarczy przeczytać fragment "preambuły" o wspieraniu przez państwo polskie tradycji polskiej inteligencji,tradycji niepodległościowej,narodowej,religijnej,socjalistycznej i ruchu ludowego-wszyscy przy jednym kulturalnym korycie+,co jest raczej kulturalną utopią znaną z "transformacji" PRL/IIIRP/PRLbis.A to zaledwie ułamek targowicy.

    OdpowiedzUsuń
  50. Inny przykład pochodzący z IPP: pan dr R.Brzeski opowiadający o dobrodziejstwach "nowojedwabnego" pasa i szlaku,słusznie krytykowany za to m.in. przez panią H.Shen.Czyżby brał stronę uPADa,który w liście na IV WSchodni Kongres Gospodarczy w Białymstoku serwował podobny pogląd,że "nie sposób myśleć o przyszłości wschodnich obszarów Polski bez uwzględnienia szans jakie tworzą ViaCarpatia,WiaBaltica czy nowy jedwabny szlak".Jakie to zresztą podobne do stwierdzenia Tchórzewskiego,który w odpowiedzi na nicnierobienie ws. pewnej afery węglowej z importem węgla via firma Doncoaltrade finansującego russkie "zielone ludziki" uzasadniał to ministerialnym nicniemożeniem i "wolnością gospodarczą". A co na to "dobrozmianowe" neosłużby? Pomimo paru drobnych sukcesów np. tolerują kolejne esbecko-WSIowe mityngi osławionej FSSM,a służby marsz.Kuchcińskiego tolerują np.sejmowe "odwiedziny" Dukaczewskiego.Co jeszcze tolerują "dobrozmianowe" służby,w tym medialne? Kto i po co wymyślił lakoniczność komunikatu dot.esbeka J.Kudrelko,funkcjonariusza WSP Szczytno który "wykonywał doraźne czynności na podstawie umowy-zlecenie,która została rozwiązana",a który "nie jest i nigdy nie był żołnierzem,funkcjonariuszem ani pracownikiem SKW" i to w tym samym dniu,w którym swój komunikat wydaje Komisja Smoleńska? Mitologia o "nawróconych" esbekach/"naszych" WSIokach i o "dopuszczalnej ograniczonej współpracy" z KGB/FSB/GRU? "Święte przymierze"-bis rodem z osławionych magdalenek i okrągłych stołów przy wspólnym kanciastym korycie+ "nowego" reżimu (p)rezydenckiego "użytecznych" i wyczyszczonych "naszych" WSIoków? A mafia togowa,z którą to całe środowisko uPADa zawarło cichy pakt o nieagresji czyli pakt o bezkarności tej korporacyjnej kasty nietykalnych "immunitetowych".Może mam uwierzyć zapewnieniom MSPG Ziobro o "bezpiecznym losowaniu sędziów" np. wobec MON A.Macierewicza,któremu "doradzono" wejście na drogę sądową wobec tej całej bandy? Sądzę,że to jednak pułapka,jak wszystko inne,co związane z lustracją.Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  51. Irena Pilasedzik,

    Informowano mnie już wczoraj o tekście Ziemkiewicza, jak i o wpisie Szeremietiewa, który, na podstawie tego tekstu, postanowił podzielić się z odbiorcami garścią bezcennych uwag.
    Oba teksty nie są niczym nowym. Ziemkiewicz ostrzegający PiS, że „jeśli nie zmarginalizuje swojego „świrowiska”, to zostanie zepchnięty na równię pochyłą prowadzącą do upadku” oraz Szeremietiew, zatroskany o „jedność prawicy” i dobro „pasterza”, powtarzają te same brednie, jakie w roku 2011 wypisywali Skwieciński i Szułdrzyński.
    Oni ostrzegają PiS ( i wyborców tej partii) przed Ściosem – czyli uprawiają publicystykę dawno „wyważonych drzwi”.
    Ci ludzie nie zauważyli, że od czasu „dobrej zmiany” moje teksty są „na cenzurowanym” i nie mają wstępu do żadnego z „wolnych mediów”.
    Nie lubi ich pan Kaczyński i w obszarze prorządowej propagandy, nie wolno nawet przypominać o istnieniu Ściosa.
    Pisanie więc o „wpływowym blogerze” lub „człowieku Macierewicza”, należy do ogranych schematów propagandowych i jest głęboko kompromitujące.
    Pan Kaczyński doskonale wie, że za sprzymierzeńców swojej partii winien uważać byłego wyznawcę JKM (dziś po stronie Kukiza) oraz byłego prelegenta stowarzyszenia „Pro Milito”, blogera „Nowego Ekranu” i urzędnika MON za czasów Siemoniaka.
    Nie mam oczywiście zamiaru komentować głupot wypisywanych przez Ziemkiewicza i Szeremietiewa lub wdawać się w polemikę. Biorąc pod uwagę proweniencję postaci i ilość fałszywych interpretacji mojego tekstu, byłoby to bezcelowe.

    Zwrócę natomiast uwagę, że tacy luminarze życia publicznego III RP, mają jakiś poważny problem z anonimowym blogerem.
    O ile ja nie odczuwam najmniejszej potrzeby zagłębiania się w miałkie wywody publicysty „Do Rzeczy” i w szczerym poważaniu mam analizy pana Szeremietiewa, o tyle oni doświadczają nieodpartego przymusu lektury moich tekstów i poświęcają swój czas i uwagę na studiowanie człowieka, który jawi się im jako zagrożenie dla kwitnącej demokracji.
    Czy nie zdumiewa sytuacja, w której można dostrzec równie rażącą dysproporcję?
    Warto, by czytelnicy bezdekretu spróbowali rozwikłać tę intrygującą zagadkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Aleksandrze,

      Kompleksy, fascynacje i zawiść w jednym, a z tym należy udać się do fachowców kroczących drogą szarlatana Freud'a. Jeden tylko, mieniący się "Trotylem" śmiał przyznać, że "zazdraszcza" i chciałby tak umieć pisać :-)

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    2. Drogi Panie Mirosławie,

      Jakże „kompleksy, fascynacje i zawiść”, jeśli dla takich tuzów publicystyki i wiedzy wojskowej, anonimowy bloger nie może stanowić żadnego zagrożenia?
      Bo gdyby tak było, nawet Freud nie sprostałby terapii.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Szanowny Panie Aleksandrze,

      Ależ oczywiście, że Taki anonimowy bloger stanowi dla nich zagrożenie. Ustawia poprzeczkę publicystyki na nieosiągalnych dla nich wyskościach. Pokazuje czytelnikom co to znaczy solidna, profesjonalna praca nad tekstem. Stawia ich w sytuacji "gorszego sortu" pismaków, którzy biorąc pieniądze dają produkt gorszy od anonimowego blogera tyrającego za darmo. Sami uznają, że jest Pan wpływowy i już tylko to może być powodem wymienionych przeze mnie odczuć. Jest całkiem sporo powodów żeby nie zaznawali spokoju w swej kondycji marnych przekaziorów tego co "główny nurt" zapoda.

      Cierpliwie czekając na każdy nowy tekst często wracam do już opublikowanych odkrywając w nich nowe pokłady wiedzy i delektując się Pana dla nas pracą. Oni tak nie mają. Już na etapie płodzenia abortują. Bezmyślne maszynki produkujące bezpłciowe i przewidywalne teksty/wierszówki.

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    4. Czy wie Pan, że mam tak samo, Panie Mirku?

      Bardzo często "podczytuję" dawne teksty AŚ - i zawsze odnajduję w nich coś nowego, zaskakującego, na co wcześniej nie zwróciłam uwagi. To świetna publicystyka, do której chce się wracać.



      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  52. "Warto, by czytelnicy bezdekretu spróbowali rozwikłać tę intrygującą zagadkę."

    Dziwne bardzo to zainteresowanie i okadzanie Pańskiej osoby przez tych dwóch. Zwłaszcza że o Szeremietiewie wspominał Pan już bardzo dawno temu, a o Ziemkiewiczu - nie pamiętam, czy kiedykolwiek.
    A mimo to uznali, że trzeba się Panem zająć. Widzę tu pewną mądrość etapu z ich strony, nadto Pańskie diagnozy muszą bardzo uwierać ludzi, którzy swoją pozycję i kondycję intelektualną zawdzięczają dialektyce, która stoi w sprzeczności z rozumieniem spraw i rzeczy, prezentowanym na Pańskim blogu.
    Jako wieloletni student Akademii Wiedzy Bez Dekretu tyle miałbym do powiedzenia :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Kazefie,

      Jako wielce zdolnemu studentowi ”Akademii Wiedzy Bez Dekretu”, dałbym ocenę bardzo dobrą za celne zdefiniowanie schorzenia :)
      A skoro wspomniał Pan o okadzaniu (co jest operacją szalenie niebezpieczną), przypomniał mi się epigram Ignacego Krasickiego, zatytułowany „Szczur i kot”.
      Jego prostota jest tak edukacyjna, że przeczytawszy tekst w wieku pacholęcym, zapamiętałem go na całe życie:

      Mnie to kadzą" - rzekł hardzie do swego rodzeństwa
      Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.
      Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił,
      Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  53. Panie Aleksandrze.
    Potrafię sobie wyobrazić malarza socrealistę, który z wilgotnymi oczami, wieczorem, w zaciszu swojej pracowni ogląda album Moneta. Potrafię sobie wyobrazić, że nazajutrz z jeszcze większa furią go atakuje. Wolność, odwaga, poszukiwanie prawdy nieosiągalne w socrealizmie. Nie do zniesienia dla socrealisty. Nawet za pensję socrealisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Meewroo,

      Tyle udręki i smutku w tym sugestywnym obrazie, że gotów jestem ubolewać nad losem socrealistów.
      Pod tym wszakże warunkiem, by owi Brodscy i Kobzdeje III RP podziwiali nocami płótna Moneta... i rankiem o nich zapominali.
      Wtedy mniej boli.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  54. Dlaczego piszą?

    Bo muszą, Sir.

    W demokracji kontraktowej III RP = 65% [+ prezydentura_MON_MSW_MSZ] : 35% AŻ TAK WOLNA MYŚL bywa niebezpieczna. Bo infekuje ludzi niepodatnych na eksperymenty Pawłowa. A kilka/kilkadziesiąt tysięcy, opierających się indoktrynacji (nieważne: komunistycznej, czy "dobrozmianowej") to istotne zagrożenie dla systemu.

    Dochodzi jeszcze to, o czym pisali pp. Rodak i Meewroo - wściekłość, że "ja tak nie mogę - BO ZAKAZALI!"

    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomniejsze:

      - pożyteczny idiotyzm ( hunwejbini blogowi i portalowi)
      - skrzętna zapobiegliwość: "dokopię Ściosowi, to zaskarbię sobie łaskawą pamięć/ciepłą posadę u X (np. Kukiza) lub Y (np. Dudy).

      Usuń
    2. Pani Urszulo,

      Podobają mi się „pomniejsze” pomysły, a nade wszystko hipoteza tak makiaweliczna, że godna spiskowców z bezdekretu: „dokopię Ściosowi, to zaskarbię sobie łaskawą pamięć/ciepłą posadę u X (np. Kukiza) lub Y (np. Dudy).
      W przypadku ludzi, którzy wciąż muszą „wystawiać żagle” i na pustyni III RP badać porywy wiatru, to mocno wiarogodne podejrzenie.
      Szczególnie, gdy w głowach małych demiurgów pojawiła się myśl, jakoby „dokopując Ściosowi”, uderzali w Macierewicza.
      Myśl tyle warta, ile głowy, które ją wyprodukowały.

      Martwi mnie jednak, że w tej smutnej rzeczywistości, w której "nie było z kim i o co polemizować", przyjdzie nam borykać się z dylematem, o którym Leopold Tyrmand pisał w swoim „Dzienniku”:
      „Prometeusze, Edypy, Konrady i ci rozmaici inni, co pasowali się z Bogiem, losem, przeznaczeniem, a teraz nie przychodzą mi do głowy, jakże wzniesieni i nobilitowani przez swego Przeciwnika.
      Procesować się z Bogiem, cóż za piękne marzenie!
      Komunizm to tylko Golem, niebotyczny, to fakt, lecz glina i brud.
      O tyleż moja walka gorsza, mniejsza, brudniejsza".

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  55. W stronę reżimu prezydenckiego A.Dudy? Właśnie awansowano na sekretarza stanu w Min.Rozwoju "superpremiera" Morawieckiego i na stanowisko pełnomocnika rządu ds. małych i średnich przedsiębiorstw funkcjonariusza PSL A.Możdżanowską. A co z dużymi aferami energetyczno-paliwowymi PO-PSL? Jednocześnie do dyspozycji MON oddał się gen.M.A.Sokołowski,wcześniej awansowany(w gronie 14tu innych) przez Bronisława K.,2.maja 2016r mianowany przez MON i zatwierdzony przez PAD na stanowisko d-cy 16.PDZmech,15.08.2016r awansowany na gen.dyw.przez PAD [wg. źródła https://16dz.wp.mil.pl/pl/33.html].W tym czasie był incydent z pobiciem funkcjonariuszy resortu MSW Błaszczaka przez żołnierzy elbląskiej dywizji.Wszystko jakoś dziwnie przypomina jakieś targi o pozycję.Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  56. Wywiad abpa Polaka w TP jest wyraźnym objawem choroby utraty tożsamości toczącej współczesny KK i prostą drogą do osłabienia siły oddziaływania na sferę moralną Narodu.
    Korzystanie z łam tak antykościelnego i antynarodowego tygodnika, jakim bez wątpienia TP jest już od kilkudziesięciu lat, kompromituje bpa i ujawnia jego zagubienie oraz wydatnie obnaża braki w miłości do Ojczyzny. A te wynikają wprost z czwartego przykazania Dekalogu. Poza wszystkim wstyd, okropny wstyd panie Polak. We mnie 60 latku , który płacąc za to gotówką, sześć lat przesiedział w ławach uczelni katolickich takie dywagacje budzą wstręt.
    Musiałem to wykrzyczeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abp Polak jest w zgodzie z czwartym przykazaniem ponieważ realizuje rację stanu swojej Ojczyzny - Watykanu. A wstyd swoją drogą. Kijem Wisły już nie zawróci.

      Pozdrawiam wszystkich.

      Usuń
  57. 33 ROCZNICA UPROWADZENIA BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO

    ... i znów w "wolnych mediach" załgane ćwierć- i półprawdy, których nie daje się już wytrzymać.

    Przytaczam więc wyróżniony na TT fragment tekstu Aleksandra Ściosa, z kwietnia 2016, pt. ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA => link.

    ______________________________________________________________

    Do prezydenta Andrzeja Dudy skierowano co najmniej pięć petycji, których autorzy domagali się podjęcia sprawy zabójstwa Kapelana Solidarności i powierzenia śledztwa prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu.
    Mam na myśli petycję Wojciecha Sumlińskiego, podpisaną przez kilkanaście tysięcy Polaków, apele księdza Stanisława Małkowskiego, Kornela Morawieckiego i środowiska kibiców oraz apel prof. dr hab. Stanisława Mikołajczaka, złożony w imieniu naukowców i pracowników uniwersyteckich zrzeszonych w Akademickich Klubach Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
    W tym apelu znalazły się szczególnie ważne słowa – „Odzyskaliśmy niepodległość także dzięki ofierze Księdza Jerzego. Dlatego mamy obowiązek stać po stronie prawdy i dążyć do jej całkowitego ujawnienia”.
    Pan prezydent III RP, który 5 maja ubiegłego roku, w trakcie swojej kampanii wyborczej składał wieniec na grobie świętego Jerzego i w dziesiątkach werbalnych deklaracji zapewniał Polaków o „wsłuchiwaniu się w ich głos” i „podjęciu misji służenia narodowi” – nie zechciał udzielić odpowiedzi na żadną z tych petycji.
    Przemilczał je i zignorował (...)
    Podzielam opinię prokuratora Witkowskiego, że nadal nie ma woli politycznej, by wyjaśnić sprawę mordu założycielskiego III RP. Z przerażeniem dostrzegam obojętność moich rodaków na sprawę, która swoim ciężarem przewyższa wszystkie afery i tajemnice tego państwa.
    A jeśli nie ma takiej woli i nie ma odwagi podjęcia tematu – nie ma też szans na zerwanie z komunistyczną sukcesją i zbudowanie wolnego państwa. Nie ma możliwości pokonania układu, którego fundamentem była ta zbrodnia.
    To zaś oznacza, że rząd, który nie wykazuje woli zmierzenia się z tajemnicą zabójstwa świętego Jerzego, nie znajdzie też sił do wyjaśnienia okoliczności zbrodni smoleńskiej. Te sprawy łączy głęboka, nierozerwalna więź. Doświadczenie tragedii smoleńskiej stanowi bowiem kontynuację tamtego kłamstwa i tamtej wizji świata, które skazały na śmierć księdza Jerzego. Tak wówczas, tak i dziś, ta sama, antypolska nienawiść wyznaczyła drogę - do tamy we Włocławku i do smoleńskiej pułapki.

    ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA - kwiecień 2016
    _____________________________________________________________

    OdpowiedzUsuń
  58. Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami wyjątkowo niegodziwej i ordynarnej mistyfikacji, której ofiarą ponownie staje się prawda o śmierci świętego Jerzego.

    ____________________________________________________________

    Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że niezwykle rzadko formułuję tu apele lub prośby.

    Ze względu na pamięć o ofierze świętego Jerzego i znaczenie tej sprawy dla przyszłości naszej Ojczyzny, usilnie dziś proszę, by nie ustawać w żądaniu podjęcia śledztwa i powierzenia go prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu. To jest obowiązek każdego z nas.

    Póki żyją świadkowie tamtych wydarzeń i są ludzie gotowi dawać świadectwo prawdzie, póki jest prokurator zdolny udźwignąć ciężar tej tajemnicy – trzeba domagać się od prezydenta i rządu PiS wznowienia postępowania i objęcia go szczególną troską ministra sprawiedliwości.

    Serdecznie proszę, by stawiać takie żądania każdemu politykowi Prawa i Sprawiedliwości, by apelować o wsparcie do „wolnych mediów” i dziennikarzy chlubiących się niezależnością. Nie wolno bać się głosów ludzi głupich i podłych, którzy w takich postulatach chcą widzieć „krytykę” partii rządzącej lub formę „ataku” na prezydenta.

    Proszę nie zapominać o tej zbrodni i nie pozwolić, by zapomnieli o niej inni. Dziś jest czas, by podjąć wyzwanie i próbę dotarcia do prawdy.

    Jeśli rządzący odrzucą nasze żądania i uciekną od obowiązku wyjaśnienia okoliczności zabójstwa księdza Jerzego – niech zostaną odrzuceni przez Polaków i skazani na infamię.

    Osądzi ich Bóg, gdy staną przed Jego obliczem.


    ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA - kwiecień 2016

    ____________________________________________________________

    OdpowiedzUsuń
  59. Panie Aleksandrze,

    W komentarzach pod tekstem "ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA" przywoływał Pan fragment listu Cz. Kiszczaka z 2003 do ówczesnego prezesa IPN:

    "W czasie procesu toruńskiego zobowiązaliśmy oskarżonych do zachowania tajemnicy służbowej i państwowej (jeżeli coś nie dotyczy sprawy zabójstwa i nie przeszkodzi w ich obronie, to nie mają prawa tego ujawniać). Chodziło zwłaszcza o to, żeby nie ujawniać agentury pośród księży oraz faktów kompromitujących niektórych duchownych. Wiedzieli o tym obrońcy, osobiście lojalnie poinformowałem także sekretarza Episkopatu Polski, abp. Bronisława Dąbrowskiego".

    = = = = =

    Nie ma Kiszczaka, kto inny jest już prezesem IPN, ale niezmienne pozostaje przeklęte Geremkowe: Pacta sunt servanda.

    OdpowiedzUsuń
  60. Pan Sumlinski wyznal, w swoim czasie, ze ks. Rydzyk, powiedzial mu zeby nie zajmowal sie sprawa smierci (zbrodni) ks. Jerzego, bo odkrycie sprawcow moze doprowadzic do zniszczenia m.in. jego (czyli Rydzyka, telewizji, radia czyli calej przedsieborczosci). Miejmy na uwadze, ze herarchia KK jest zaplatana w te "sprawe" i zalezy jej na tym, zeby "to" nie ukazalo sie swiatlu dziennemu. PiS rowniez jest w to wplatany, dlatego nie pozwala prok. Witakowskiemu podjac na nowo te sprawe!
    Jedyna nadzieja ze Polska wychowa nowa elite, ale kiedy to sie stanie to juz przyszlosc pokaze, oby nie za pozno, bo komunistyczno-katolicko-islamski front nabiera niebezpiecznej formy ...

    Pozdrowiam Was wszystkich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan M. Lapplainen

      Przyznaję, że nigdy o tym aspekcie sprawy nie słyszałam, choć wcale bym się nie zdziwiła, gdyby okazał się prawdą. Czy mógłby Pan podać więcej szczegółów/jakieś linki?

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Wojciech Sumliński w IPPTV! 19.05.2017

      Pozdrawiam

      Usuń
  61. Czas minął.Oceniając tzw. media p.względem tego,co ujawnił dziś pan W.Sumliński w związku z jego książką o ks.St.Małkowskim to wygląda to następująco.Portal niezalezna.pl,wpolityce.pl,naszdziennik.pl,radiomaryja.pl,tvrepublika.pl oraz kurszczyzna (TVP1/2/info) wprawdzie nadały swoje okolicznościowe wersje "procesu toruńskiego",ale nikt nie zająknął się nawet o panu W.Sumlińskim czy o panu @A.Ściosie. Cały odcinek temu tematowi poświeciła za to IPP. Tysol poświęcił temu tematowi jeden artykuł oraz nadał(nieco wcześniej)wywiad z panem W.Sumlińskim. Reszty tzw. mediów nie analizowano,bo z góry wiadomo jaka będzie narracja.Tak wygląda "prawda" kolejnej "dobrej zmiany",całkiem zresztą podobnie jak narracja dot. afery aneksowej środowiska uPADa i narracja "pojednanych" np. z mafią togową. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  62. Pani Urszulo,

    Od 33 lat wiem, że przyjdzie czas, gdy poznamy prawdę o śmierci księdza Jerzego. Ale nie stanie się to w III RP.
    To państwo i jego władze stoją na straży tajemnicy zbrodni założycielskiej i póki powtarzają łgarstwa tzw. procesu toruńskiego, są wspólnikami komunistycznych oprawców. Bez wyjątku.

    Nie chcę komentować dzisiejszych występów, tekstów i okolicznościowych laurek, "wyprodukowanych" na 33 rocznicę.
    Musiałbym użyć zbyt mocnych słów, by oddać skalę tego draństwa.
    Napiszę to, co przed laty.
    Ksiądz Jerzy nie mógł dożyć czasów III RP.
    Ci ludzie i to państwo, powstałe na kłamstwie o Jego śmierci, będące zaprzeczeniem wszelkich ideałów Solidarności, zabiłoby Go ponownie.
    Wrócił jako święty, ale Jego świętość Polacy odrzucili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drodzy Państwo,

      "Wrócił jako święty, ale Jego świętość Polacy odrzucili". Sakramentalne pytanie: dlaczego Polacy odrzucili? Nie odrzucając ujrzeliby swą nikczemność. Pytanie to czeka na zbiorową odpowiedź Polaków.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Odrzucony Święty odrzuconego Chrystusa.
      Święty zgody i pojednania z każdym, za wszelką cenę.
      Bóg miłosierdzia i zbawienia, bez sprawiedliwości i pokuty.

      Usuń
  63. Ubecy mają obniżone emerytury, sowieckie pomniki są usuwane, a Ziobro właśnie wymienił sześciu prezesów sądów powszechnych - wszystko dzięki ustawom podpisanym przez Dudę. Trzeba wszystko odważyć na szalach.

    http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/310189964-Zbigniew-Ziobro-powolal-szesciu-nowych-prezesow-sadow.html

    OdpowiedzUsuń